23 stycznia 2012

Deszcz

Trzasnęła drzwiami po raz ostatni. Nawet w duchu przyrzekała to sobie wielokrotnie, jednak za każdym razem gdy spędzali ze sobą tak upojny wieczór jak wczoraj, coś się w niej buntowało i pozwalało mu znów uwierzyć. Biegła w dół po schodach nie zważając na doganiające ją wykrzyczane przez niego prośby by wróciła. Kolejna ósemka krętych schodów na których nie raz połamała by sobie nogi gdy biegła z nim na górę, do jego mieszkania. Teraz jednak schody prowadziły ją w zawrotnym tempie w dół. Na połamanie karku biegła, by nie dogoniło ją znow to tak raniące ja słowo.

Wybiegła na ulicę która przywitała ją strugami deszczu. Z trudnościa opanowała poślizg szpilek na mokrym chodniku, któremu wcale nie pomagał wysmykujący sie pasek  z jej rozchełstanego płaszcza. Niezdarnie probowala doprowadzić go do porządku. Mijała coraz to nowe twarze przechodniów których dziwiła kobieta w przydługawym męskim trenchu, próbująca opanować dyndający na wszystkie strony niesforny szary pasek. W końcu dała za wygraną i mocnym szarpnięciem pozwoliła mu zostać w kałuży brudnego chodnika. Nie oglądała się za siebie. Instynktownie czuła że za nią nie pobiegł. Nigdy tego nie robił. Nie miał jaj? Nie, to nie to. Był zbyt dumny by prosić kobietę. Był zbyt dumny by przyznać się do błędu. Którego to już z kolei? Nie chciała pamiętać. Wściekłość na przemian z żalem bawiły się nią w strumieniach deszczu który jak na złość zaczął padać jeszcze intensywniej. Każda spadająca kropla sprawiała wrażenie że płaszcz nasiąka wodą, stając się coraz cięższy i zamiast dawać ochronę przed chłodnym już, pażdziernikowym deszczem, utrudniał jej każdy kolejny krok. Zatrzymała się na moment. Przez jej głowę przebiegła szaleńcza idea na której samą myśl uśmiechnęła się do siebie. Jednym zwinnym ruchem zrzuciła z siebie szary trench i z wściekłością zaczęła go deptać. Płaszcz, nasiąknięty wodą z chodnikowej kałuży, zaczął powoli poddawać się kolejnym uderzeniom obcasów jej szpilek. Świat zatrzymał się na moment gdy w furii uderzeń zaczęła krzyczeć. Był to krzyk euforii i oczyszczenia. Deszcz zamarł w czasie i przestrzeni , czekając cierpliwie aż dokona się dzieło rozstania z brudną, przytłaczającą przeszłością. Krople deszczu ktore uwolnione przez płacz,zaczęły spadać na jej twarz mieszając się ze łzami. W ostatnim geście obrzydzenia kopnęła dziurawy, poszarpany płaszcz na ulicę. Zdjęła szpilki i usiadła na krawężniku patrząc jak smutny, szary kształt, odpływa niesiony prądem rynsztoka znikając w odległej kratce ulicznej studzienki.

Była przemoczona, rozmazana, zmęczona ale dumna. Dumna z siebie i pożegnania się z płaszczem. Szarym trenczem który przez krótką chwilę pozwolił jej na wewnętrzną przemianę i upust energii którą nosiła w sobie od dawna. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Labiryntu schodów, ciężkich drzwi klatki schodowej, chodnikowych kałuży i tego ciężkiego od deszczu płaszcza, który teraz wirując znikał właśnie w ulicznej studzience rynsztoku. No to co, pomyślała - po prysznicu przydałby sie kubek mocnej gorącej kawy, śmiejąc się w głos z własnych myśli.

 

Photobucket

Śledź tą notkę
Dodaj swój komentarz:

gość
Podpis:
kod bezpieczeństwa Przepisz kod:
Oświadczam, że zapoznałem się i akceptuję treść Regulaminu
Mysleniczanin007 @yahoo.com
O sobie:
Orbis Non Sufficit
Znajomi (0):
Brak znajomych.
Do góry
O Nas Kontakt
Reklama w Miasto-info.pl
Patronat medialny Logotypy
Polityka prywatności Regulamin
Partnerzy
© miasto-info.pl