Myśli Nieuczesane
Refleksje na które grzebienia brak.
W poszukiwaniu Nemo.
W zwariowanym świecie codziennej gonitwy za lepszym jutrem zapominam czasem o odprężeniu i oderwaniu od rzeczywistości. Dzwoniąca natarczywie komórka, w pewien czwartkowy wieczór wyrwala mnie z tego marazmu. Spoglądając na imię wyświetlone na ekranie komórki mie mogłem powstrzymać się od uśmiechu który pojawił sie na mojej zmęczonej wpatrywaniem się w monitor komputera twarzy- ciekawe co tym razem..?
-Halooo- rzucilem zaczepnie do telefonu który jakby nie przejmując się mozołem wypowiadanego przeze mnie słowa zaczął trajkotać lawiną tysiąca słow na minutę. I pomyśleć że kiedyś kochałem ten słowotok ;) Wyrywając z powodzi słów najważniejsze fakty, odpowiadałem do telefonu: Tak, też Cię dawno nie widziałem, oczywiście że musimy sie spotkać, tak, gdzie? W Brukseli? Pewnie że pojade! U mnie w porządku, tylko dlaczego do Brukseli? Do kogo? Nemo? Ta rybka z filmu?(krótki śmiech) Ile? Trzydzieści cztery metry? (krótki śmiech) Dwanaście osób? Toż to ekspedycja!(krotki śmiech) Już jestem spakowany (krótki śmiech) No dobra to do zobaczenia! Pa!
Po krótkim szoku i uspokojeniu kołomyji myśli spowodowanych natłokiem informacji podanych w tak krótkim czasie prawie na bezdechu, zacząłem sie zastanawiać czy znam kogoś bardziej zwariowanego niż właścicielkę głosu tej krótkiej rozmowy. Osoby która potrafi w ciągu kilkudziesięciu sekund postawić Twój świat na głowie i sprawić że zacznie sie on obracać w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Uśmiechnąłem sie jeszcze szerzej – Bruksela, niech będzie Bruksela...
Po niespełna dwugodzinnym locie, przyjemnością bylo rozprostować nogi wychodzacz terminalu brukselskiego lotniska, na którego wyjściu czekała na nas taksówka-autobus. Po kilku minutach załadunku sprzętu ktory nam towarzyszył, cala nasza dwunastka zasiadła w mikrobusie. Cel: Uccle. Jadąc północnymi przedmieściami Brukseli w kompaktowy sposób dowiaduję się o przyjemnościach jakie mnie spotkaja na miejscu – najbardziej oczekiwana przez wszystkich wydaje się być restauracja, zważając na zbliżającą sie porę obiadową jednak sądząc po prowadzonych konwersacjach i gestach wykonywanych rękoma myślę że chodzi o coś zupelnie innego. Trzydzieści kolejnych minut i mikrobus, zjeżdzając z Rue de Stalle wjeżdza na parking przed betonowy budynek z napisem NEMO 33.
Wnętrze wita nas zapachem tajlandzkiej kuchni i chałasem dochodzącym z lobby basenu. Grupa która nas mija wchodzącdo wnetrza restauracji nie może sie wygadać o godzinie spędzonej w basenie. Basenie dosyć niezwykłym. Dlaczego niezwykłym, zapyta ktoś. Otóż jest to najgłębszy na świecie basen dostępny dla każdego-dla każdego kto posiada uprawnienia do nurkowania. Głowna niecka tego basenu ma głębokość nieco ponad 34 metrów! Oczywiście można zrobić na miejscu przyspieszony kurs nurkowania i w asyście instruktora,zanurzyć się na samo dno czeluści.
Po krótkim zgrupowaniu integracyjnym i kontroli wymaganych uprawnień nasz instruktor Pierre zabiera nas do hali w której znajduje się basen. Powiem szczerze że wśród kilku uczestników grupy, spokojna tafla wody nie budzi entuzjazmu. Po krótkim wstępie zapoznawczym z regulaminem i zasadami bezpieczeństwa Pierre zabiera grupę „nowicjuszy” na zapoznanie sie ze sprzętem i rozpoczyna sie dla nich krótki kurs nurkowania. Dla reszty „starych wyjadaczy” rozpoczyna się proces napełniania aqualungów i ostatnie testy naszego sprzętu. Kilka głuchych rozprysków wody rozpoczyna godzinę zapierających dech wrażeń. Basen dzieli się na dwie części które są przeznaczone dla dwóch rodzajów nurków-jeden dla nowicjuszy dopiero zaczynajacych zabawę tym fascynującym sportem i druga z dziesięcio merowej średnicy czeluścią. Gdy mniejsza połowa naszej ekipy wciąż szlifuje sygnalizację, balans i oddychanie, my zaczynamy eksplorację najgłębszej części basenu.
Od tafli basenu do brzegu cylindra niecki dzieli nas 14 metrów, pozostaje kolejnych dwadzieścia w dół cylindra. Ciśnienie daje się we znaki na 22 metrze. Wyrównanie ciśnienia i kolejne 10 mertów w dół. Raptem pojawia sie przede mną „twarz tysiąca słów” i dajac sygnał potwierdzający pełna sprawność umysłowa, wyprzedza mnie o kilka centymetrów zanurzajac sie szybciej w dół.
Kiedyś kilka lat temu na kursach pokazywano nam skutki zbyt szybkich zmian głębokości, przez moment przenika mi przez myśl widok implodowanego mózgu z którego wylewa się potok nieskładnych liter. Widząc moja konsternację składa dłonie w pytanie czy wszystko w porządku. Uśmiecham sie do swoich myśli i pokazuje jej że wszystko OK. Sięgamy dna. Kładąc rękę na rozecie, moje Suunto pokazuje na wyświetlaczu 34.2 m.
Jest nas tu czworo, pora na pamiątkowe zdjęcie. Od dziś mam nowe powiedzonko dla Anny- Z tobą kochanie, osiągnąłem już niejedno dno. Na pewno się jej spodoba. Kilka chwil bez aqualungu i zaczynamy się wynurzać. W międzyczasie do cylindra napłynęła pozostała część naszej ekipy. Dla nich będzie to podróż życia.
Pierre jest bardzo zadowolony z naszej grupy. Stwierdza doniośle że z Pol(a)kami najlepiej mu sie pracuje-i wcale mu sie nie dziwię, biorąc pod uwagę wygląd kobiet w poprzedniej grupie... Pełni wrażeń i wygłodniali, przenosimy się do pachnącej egzotyką restauracji. Ciekawostką jest ze lokal znajduje sie mniej więcej na dziesięciu metrach głębokości przyległego do niej basenu, w jej oknach można oglądać „syreny” które właśnie rozpoczęły nurkowanie.
Z menu mogę polecić śmiało- Poulet aigre-doux sauté à l'ananas frais-Słodko-kwaśny kurczak ze świeżym ananasem i Scampi aigre-doux sauté à l'ananas frais-Norweski homar słodko kwaśny z ananasem. Mniam, paluszki lizać!
Dla zainteresowanych – Nemo33.com - 4°19'02' E - 50°47'46' N
Pozdrawiam wariatów z Gdyni! ;P
gość



Właściciel bloga ma możliwość usuwania komentarzy.