Myśli Nieuczesane
Refleksje na które grzebienia brak.
OLAF, czy nie OLAF? Oto jest pytanie...
Sprawa nagłośnienia malwersacji funduszy unijnych przez krajowych beneficjentów którymi w głownej mierze są samorządy stała sie faktem dokonanym przed którym stoją lub staną miasta i gminy w których większa część inwestycji została wykonana właśnie przy udziale kapitału unijnego. Pytaniem jest czy większość z tych inwestycji była zasadna i zgodna z normami jakie dla tych właśnie projektów wyznaczyła Unia Europejska?
Kwestia spraw formalnych jakie poruszane są przy tego rodzaju inwestycjach zawsze budzą kontrowersje. Sprawa zasadności, potrzeba społeczna czy też chęć stworzenia zaplecza socjalno- finansowego na przyszłość? Przykładem z naszego podwórka mogą być lokalne inwestycje żeby jedynie wymienić te najbardziej kontrowersyjne: strzelnica sportowa i ZUO nieopodal Borzęty. Sprawa ZUO poruszana przeze mnie już wielokrotnie na łamach tego bloga w głównej mierze nadaje sie na kontrole z Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Choćby kwestia ignorowania nakazów sądowych których wyroki kolidowały z wyznaczonym okresem na zamknięcie projektu. Nie pominę także sprawy problemu ochrony środowiska które jak widać już w fazie budowy powoduje zagrożenie dla ekosystemu na co mogę przytoczyć liczne przykłady oraz petycje złożone w tej sprawie przez okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców.
Zastanówmy się nad bardzo ważnym faktem, który prozaicznie dla nas jako mieszkańców wydaje się być najważniejszy - kto, w przypadku nakazu zwrotu kosztów dotacji dla tych inwestycji – wyłoży fundusze na pokrycie pożyczki unijnej? Kto w wyniku popełnienia rażących błędów i niedociągnięć prawnych powinien odpowiedzeć finansowo? Pozostawiam to pytanie retorycznym. Naszej gminy nie stać na zwrot tak olbrzymiej kwoty, nawet w wyniku rozłożenia tej sumy na spłaty, rata wraz z odsetkami gigantycznie obciąży już nadwyrężoną kasę gminną. A tu jeszcze tworzy się „dmuchane” projekty marnotrawieia dotacji unijnych na przebudowy rynku który de facto wymaga jedynie reorganizacji (parking na płycie rynku) i minimalnych zabiegów kosmetycznych. Podejrzewam że każdy z tych projektów pod mikroskopem OLAF’u otrzymałby opinię negatywną i beneficjent, w tym wypadku Gmina Myślenice dostałby nakaz zwrotu przeznaczonych na te cele funduszy unijnych. Pytanie tylko czy nas jako mieszkańców jest na to stać? (Prywatnie myślę że tak ponieważ w wyborach samorządowych daliśmy zielone światlo dla takich zachowań).
-2
-1
I tak pozostaną długi na kolejne lata.
Czasem warto "spasować" i nie brać wszystkiego jak leci - tajk przynajmniej mówią szanujący sie fachowcy. Warto stracić mało, że by zyskać więcej.
A my? Potrafimy wymienić nawet dobre płytki na dobre płytki za jedyne kilka milionów... Żal.
-1
Potrzebne są, pisałem w poście wewnątrz forum zmiany kosmetyczne.
Ukształtować główny ciąg spacerowy wschód zachód, poprzez miniaturowe, lecz rozłożyste drzewa. Dodać stylowych ławek bez elementów stalowych parzących w pupę jak na Zarabiu.
Usprawnić fontannę, zmienić położenie moim zdaniem brzydkiego pomnika niepodległości, wyeksmitować parking np: na Koński Rynek, umocować granitowe płyty. Zadbać o zbytnio rozrośnięte "zakrzewienie".
Gdyby jeszcze zmienić wygląd wschodniej pierzei rynku. Dwa budynki mimo, że ocalałe z pożogi wojennej, czyli historyczny zabytek? przypomina baraki w Oświęcimiu.
Czy to wszystko może kosztować 2,7 miliona zł.?
gość
Właściciel bloga ma możliwość usuwania komentarzy.