W zwariowanym świecie codziennej gonitwy za lepszym jutrem zapominam czasem o odprężeniu i oderwaniu od rzeczywistości. Dzwoniąca natarczywie komórka, w pewien czwartkowy wieczór wyrwala mnie z tego marazmu. Spoglądając na imię wyświetlone na ekranie komórki mie mogłem powstrzymać się od uśmiechu który pojawił sie na mojej zmęczonej wpatrywaniem się w monitor komputera twarzy- ciekawe co tym razem..?
-Halooo- rzucilem zaczepnie do telefonu który jakby nie przejmując się mozołem wypowiadanego przeze mnie słowa zaczął trajkotać lawiną tysiąca słow na minutę. I pomyśleć że kiedyś kochałem ten słowotok ;) Wyrywając z powodzi słów najważniejsze fakty, odpowiadałem do telefonu: Tak, też Cię dawno nie widziałem, oczywiście że musimy sie spotkać, tak, gdzie? W Brukseli? Pewnie że pojade! U mnie w porządku, tylko dlaczego do Brukseli? Do kogo? Nemo? Ta rybka z filmu?(krótki śmiech) Ile? Trzydzieści cztery metry? (krótki śmiech) Dwanaście osób? Toż to ekspedycja!(krotki śmiech) Już jestem spakowany (krótki śmiech) No dobra to do zobaczenia! Pa!
Po krótkim szoku i uspokojeniu kołomyji myśli spowodowanych natłokiem informacji podanych w tak krótkim czasie prawie na bezdechu, zacząłem sie zastanawiać czy znam kogoś bardziej zwariowanego niż właścicielkę głosu tej krótkiej rozmowy. Osoby która potrafi w ciągu kilkudziesięciu sekund postawić Twój świat na głowie i sprawić że zacznie sie on obracać w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Uśmiechnąłem sie jeszcze szerzej – Bruksela, niech będzie Bruksela...
Po niespełna dwugodzinnym locie, przyjemnością bylo rozprostować nogi wychodzacz terminalu brukselskiego lotniska, na którego wyjściu czekała na nas taksówka-autobus. Po kilku minutach załadunku sprzętu ktory nam towarzyszył, cala nasza dwunastka zasiadła w mikrobusie. Cel: Uccle. Jadąc północnymi przedmieściami Brukseli w kompaktowy sposób dowiaduję się o przyjemnościach jakie mnie spotkaja na miejscu – najbardziej oczekiwana przez wszystkich wydaje się być restauracja, zważając na zbliżającą sie porę obiadową jednak sądząc po prowadzonych konwersacjach i gestach wykonywanych rękoma myślę że chodzi o coś zupelnie innego. Trzydzieści kolejnych minut i mikrobus, zjeżdzając z Rue de Stalle wjeżdza na parking przed betonowy budynek z napisem NEMO 33.
Wnętrze wita nas zapachem tajlandzkiej kuchni i chałasem dochodzącym z lobby basenu. Grupa która nas mija wchodzącdo wnetrza restauracji nie może sie wygadać o godzinie spędzonej w basenie. Basenie dosyć niezwykłym. Dlaczego niezwykłym, zapyta ktoś. Otóż jest to najgłębszy na świecie basen dostępny dla każdego-dla każdego kto posiada uprawnienia do nurkowania. Głowna niecka tego basenu ma głębokość nieco ponad 34 metrów! Oczywiście można zrobić na miejscu przyspieszony kurs nurkowania i w asyście instruktora,zanurzyć się na samo dno czeluści.
Po krótkim zgrupowaniu integracyjnym i kontroli wymaganych uprawnień nasz instruktor Pierre zabiera nas do hali w której znajduje się basen. Powiem szczerze że wśród kilku uczestników grupy, spokojna tafla wody nie budzi entuzjazmu. Po krótkim wstępie zapoznawczym z regulaminem i zasadami bezpieczeństwa Pierre zabiera grupę „nowicjuszy” na zapoznanie sie ze sprzętem i rozpoczyna sie dla nich krótki kurs nurkowania. Dla reszty „starych wyjadaczy” rozpoczyna się proces napełniania aqualungów i ostatnie testy naszego sprzętu. Kilka głuchych rozprysków wody rozpoczyna godzinę zapierających dech wrażeń. Basen dzieli się na dwie części które są przeznaczone dla dwóch rodzajów nurków-jeden dla nowicjuszy dopiero zaczynajacych zabawę tym fascynującym sportem i druga z dziesięcio merowej średnicy czeluścią. Gdy mniejsza połowa naszej ekipy wciąż szlifuje sygnalizację, balans i oddychanie, my zaczynamy eksplorację najgłębszej części basenu.
Od tafli basenu do brzegu cylindra niecki dzieli nas 14 metrów, pozostaje kolejnych dwadzieścia w dół cylindra. Ciśnienie daje się we znaki na 22 metrze. Wyrównanie ciśnienia i kolejne 10 mertów w dół. Raptem pojawia sie przede mną „twarz tysiąca słów” i dajac sygnał potwierdzający pełna sprawność umysłowa, wyprzedza mnie o kilka centymetrów zanurzajac sie szybciej w dół.
Kiedyś kilka lat temu na kursach pokazywano nam skutki zbyt szybkich zmian głębokości, przez moment przenika mi przez myśl widok implodowanego mózgu z którego wylewa się potok nieskładnych liter. Widząc moja konsternację składa dłonie w pytanie czy wszystko w porządku. Uśmiecham sie do swoich myśli i pokazuje jej że wszystko OK. Sięgamy dna. Kładąc rękę na rozecie, moje Suunto pokazuje na wyświetlaczu 34.2 m.
Jest nas tu czworo, pora na pamiątkowe zdjęcie. Od dziś mam nowe powiedzonko dla Anny- Z tobą kochanie, osiągnąłem już niejedno dno. Na pewno się jej spodoba. Kilka chwil bez aqualungu i zaczynamy się wynurzać. W międzyczasie do cylindra napłynęła pozostała część naszej ekipy. Dla nich będzie to podróż życia.
Pierre jest bardzo zadowolony z naszej grupy. Stwierdza doniośle że z Pol(a)kami najlepiej mu sie pracuje-i wcale mu sie nie dziwię, biorąc pod uwagę wygląd kobiet w poprzedniej grupie... Pełni wrażeń i wygłodniali, przenosimy się do pachnącej egzotyką restauracji. Ciekawostką jest ze lokal znajduje sie mniej więcej na dziesięciu metrach głębokości przyległego do niej basenu, w jej oknach można oglądać „syreny” które właśnie rozpoczęły nurkowanie.
Z menu mogę polecić śmiało- Poulet aigre-doux sauté à l'ananas frais-Słodko-kwaśny kurczak ze świeżym ananasem i Scampi aigre-doux sauté à l'ananas frais-Norweski homar słodko kwaśny z ananasem. Mniam, paluszki lizać!
Dla zainteresowanych – Nemo33.com - 4°19'02' E - 50°47'46' N
Pozdrawiam wariatów z Gdyni! ;P
Sprawa nagłośnienia malwersacji funduszy unijnych przez krajowych beneficjentów którymi w głownej mierze są samorządy stała sie faktem dokonanym przed którym stoją lub staną miasta i gminy w których większa część inwestycji została wykonana właśnie przy udziale kapitału unijnego. Pytaniem jest czy większość z tych inwestycji była zasadna i zgodna z normami jakie dla tych właśnie projektów wyznaczyła Unia Europejska?
Kwestia spraw formalnych jakie poruszane są przy tego rodzaju inwestycjach zawsze budzą kontrowersje. Sprawa zasadności, potrzeba społeczna czy też chęć stworzenia zaplecza socjalno- finansowego na przyszłość? Przykładem z naszego podwórka mogą być lokalne inwestycje żeby jedynie wymienić te najbardziej kontrowersyjne: strzelnica sportowa i ZUO nieopodal Borzęty. Sprawa ZUO poruszana przeze mnie już wielokrotnie na łamach tego bloga w głównej mierze nadaje sie na kontrole z Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Choćby kwestia ignorowania nakazów sądowych których wyroki kolidowały z wyznaczonym okresem na zamknięcie projektu. Nie pominę także sprawy problemu ochrony środowiska które jak widać już w fazie budowy powoduje zagrożenie dla ekosystemu na co mogę przytoczyć liczne przykłady oraz petycje złożone w tej sprawie przez okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców.
Zastanówmy się nad bardzo ważnym faktem, który prozaicznie dla nas jako mieszkańców wydaje się być najważniejszy - kto, w przypadku nakazu zwrotu kosztów dotacji dla tych inwestycji – wyłoży fundusze na pokrycie pożyczki unijnej? Kto w wyniku popełnienia rażących błędów i niedociągnięć prawnych powinien odpowiedzeć finansowo? Pozostawiam to pytanie retorycznym. Naszej gminy nie stać na zwrot tak olbrzymiej kwoty, nawet w wyniku rozłożenia tej sumy na spłaty, rata wraz z odsetkami gigantycznie obciąży już nadwyrężoną kasę gminną. A tu jeszcze tworzy się „dmuchane” projekty marnotrawieia dotacji unijnych na przebudowy rynku który de facto wymaga jedynie reorganizacji (parking na płycie rynku) i minimalnych zabiegów kosmetycznych. Podejrzewam że każdy z tych projektów pod mikroskopem OLAF’u otrzymałby opinię negatywną i beneficjent, w tym wypadku Gmina Myślenice dostałby nakaz zwrotu przeznaczonych na te cele funduszy unijnych. Pytanie tylko czy nas jako mieszkańców jest na to stać? (Prywatnie myślę że tak ponieważ w wyborach samorządowych daliśmy zielone światlo dla takich zachowań).
Ostatnio zarzucono mi kilkukrotnie brak tak zwanego lokalnego patriotyzmu. Relatywnie, ktoś powiedziałby – problem, nie problem. Jednak dla myśleniczanina z dziada pradziada jest to potwarz i swoiste wyzwanie rzutem rękawicy. Rękawicy rzuconej w afekcie którą jednak chętnie podejmę i to nie tylko ze względu na urażoną dumę. Jest również kilka kwestii które chciałbym przy okazji wyjaśnić.
Czym dla przeciętnego myśleniczanina jest lokalny patriotyzm? Niech każde z Was zada sobie te pytanie. Czy ja, jako mieszkaniec tego miasteczka czy gminy mogę nazwać siebie lokalnym patriotą? Co sam, jako mieszkanka/mieszkaniec robię w tym kierunku? Jakie podejmuje działania lub przeciw działania aby w nasze „małej ojczyźnie” żyło się nam lepiej? Wiem, zadaje tylko pytania które w większości pozostają bez odzewu. Dlaczego? Otóż doskonale sobie zdaję sprawę, głównie dzięki obserwacji gdzie zaczyna się a gdzie kończy lokalny patriotyzm. Odpowiedzi na powyższe pytania pomogą ustalić nam te ramy lokalnego patriotyzmu. Pierwszym i najbardziej widocznym objawem aktywności lokalnych patriotów są i będą lokalne wybory do samorządów. Abstrachując od wyników skupmy się na samej frekwencji – przecież siłą lokalnego patriotyzmu jest prawo do głosowania i podejmowania decyzji. W samych Myślenicach do urn wybrał się co drugi uprawniony do głosowania (50,76 proc)! Czyli wnioskując, połowę Myśleniczan nie obchodzi kto i jak będzie sprawował pieczę nad Naszą Małą Ojczyzną przez kolejne kilka lat! Dodam jednak że większość z tej połowy jest przekonana że ta druga połowa odda głos na właściwe osoby (czego nie widać i nie słychać po komentarzach). Mogę zrozumieć tych lokalnych patriotów którzy nie mogli przyjechać na wybory gdyż są na stałe zatrudnieni chociażby za granicami kraju jednak nigdy nie zrozumię tych którzy nie poszli głosować z czystego lenistwa żeby nie użyć innego epitetu.
Druga kwestia jest równie błacha jak wybory. To uczestnictwo w lokalnych debatach i spotkaniach dotyczących choćby zmian infrastrukturalnych. Tak na przykład weźmy pod uwagę sprawę wysypiska na Borzęcie. Nie będę się zagłębiał w szczegóły, jednak sam fakt dotyczy frekwencji (pominę godziny spotkań wyznaczone przez patriotyczne władze lokalne). Czy ważniejszą od nieodwracalnych zmian środowiskowych jest ta „dniówka”? Sa sprawy które przeważają ponad nasze codzienne, przyziemne potrzeby. Ignorujemy zmiany ktore odczują nasze dzieci i wnuki jeżeli zdecydują tak jak my mieszkać tu i wychowywać kolejne pololenia. Dlaczego więc ignorujemy dalsze sprawy typu budowa Obejścia Zachodniego czy planowane kolejne ronda?
Czy możemy również do lokalnego patriotyzmu zaliczyć konfikty typu zakupy? Choćby w kwestii: lokalni kontra sieciówki? Już wyjaśniam, otóż zauważyłem że chętniej i częściej nasi lokalni patrioci robią zakupy w sklepach sieciowych niż choćby u lokalnych przedsiębiorców. Wystarczyło zaobserwować kwestię otwarcia nowej pseudo galerii czy choćby chińskiego „supermarketu”. Również „gorący” temat lokalnych partiotów – busy. Większość mieszkańców Myślenic i okolic korzysta z tego środka transportu co można było zaobserwować głównie w wyniku strajku z przed kilku miesięcy który spowodowany był kolejnym aktem „lokalnego patriotyzmu”. Przypomnę tylko głosy „niektórych głośniejszych działaczy” [...] Jak Wam lokalnym przewoźnikom nie podobają się takie warunki to wiedzcie że już się ustawia kolejka busiarzy z poza regionu którzy będą zadowoleni z korzystania z dworca przy galerii, a burmistrz już jest gotowy do wydania nowych pozwoleń[...]”. Ot co, kiedy coś nie pomyśli, przestaje działać lokalny patriotyzm i zaczyna się, no właśnie co? Kolejna sprawa nowo powstałego kina w MOKiS’ie. Jest kultura, europa w trójwymiarze a tu co? Zaledwie jedenastu „lokalnych patriotów” na seansie...I jak to się ma do wypowiedzi myśleniczan spotkanych w multipleksie? Nijak. Każdy wie, można nawet poczytać na forum.
Na czym więc ma polegać lokalny patriotyzm? Gdzie sięgać po wzorce? Czy jednak potrafimy być patriotami lokalnymi? Czy potrafimy się integrować ze sobą, jednoczyć? Martwi mnie, dlaczego myśleniczanie są podzieleni aż w takim stopniu że są w stanie zarzucać innym brak lokalnego patriotyzmu sami nie robiąc nic lub robiąc niewiele. Dlaczego tak się dzieje? Lokalny patriotyzm kończy się tam gdzie zaczyna się prywatny interes lub zagrożenie dla własnego dobra osobistego. Wadą lokalnej społeczności jest to że jest mała i ludzie zaczynaja liczyć. Na różne sposoby, każdy ma inne priorytety. Nie chcę powielać tu aktu Rejtana i za wszelką cenę udowadniać moich przekonań, stwierdzę jednak że zatraciliśmy znaczenie słów solidarność, zjednocznie, wspólnota. Nie tylko jako Myśleniczanie ale także jako Polacy. W wielu innych krajach europejskich społeczeństwo potrafi być ze sobą solidarne, jednoczyć się. Nie podkłada sobie wzajemnie nóg. Nie zamyka się w swoich czterech ścianach domów. Tam ludzie potrafią być otwarci, interesują się sprawami w swojej najbliższej okolicy i o tych sprawach otwarcie dyskutować. Potrafią dążyć ku jednemu celowi ktory służy wszystkim, nie tylko wybranej grupie społecznej. Musimy w sobie wiele zmienić. Śpiewanie na klęczkach "Boże, coś Polskę" i wieszanie flag narodowych naprawdę nie czyni z nas wielkich patriotów. Tym bardziej na naszym własnym gruncie.
Jesteśmy za progiem wyborów parlamentarnych, przewidywalnym wynikiem batalii Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości było zwycięstwo partii rządzącej. Ciekawym zjawiskiem jest były członek PO, Janusz Palikot który po głośnym odejściu z Platformy Obywatelskiej stworzył własne ugrupowanie sygnowane tymczasową nazwą Ruch Poparcia Palikota.
Kontrowersyjna postać bogatego przedsiębiorcy z Biłoraju który w szeregach Platformy Obywatelskiej tworzył piątą kolumnę, tak znienawidzoną przez niektórych działaczy z Donaldem Tuskiem włącznie. Zwłaszcza po opublikowaniu przez Jausza Palikota książki "Kulisy Platformy" w której opisuje zakulisowe "twarze" liderów tej partii. Postać ktora w krótkim okresie formuje ruch polityczny który w oparciu o podstawowe zmiany w programie polityki rządowej i organizacji państwa w oparciu o liberalizm społeczny i kwestię wolnych samorządów. Klasyczny "czarny koń" wyborów, niejednokrotnie wyśmiewany i pomijany w debatach czy wystąpieniach przedwyborczych. Jakie zdziwienie spotkało polskie społeczeństwo w momencie głoszenia przybliżonych wyników z komisji wyborczych po zakończeniu głosowania.
"O co chodzi, niech któren wytłumaczy ?"
Rewelacja RPP polega na klasycznym myśleniu Janusza Palikota o rewolucji na polskiej scenie politycznej, której wzorcem jest system polityczny Stanów Zjednoczonych. Proces implementacji tego systemu zaczął sie przed trzema godzinami. Rozpoczyna się pewien proces ktory nazwał bym kamieniem milowym w procesie przemian politycznych w polskim parlamencie. Tym którzy śledzą sytuację polityczną na świecie w ostatniej dekadzie jasnym staje sie manewr polityczny RPP. Tylko kwestią czasu jest pozyskanie przez RPP polityków ktorzy będą w przyszłości tworzyć filar liberalnej partii utworzonej z RPP. Polityka stworzenia silnego ugrupowania które zmieni obraz polityczno/samorządowy w Polsce.
"Idzie nowe"- poslugując sie tym cytatem pora zaznaczyć że dzięki świeżemu spojrzeniu młodego pokolenia na polską scenę polityczną mamy szansę na nowelizację systemu sprawowania władzy. Ponad dziesięcio procentowemu poparciu Janusz Palikot udowodnia że kołtuńskie przepychanki pomiędzy "drobiem" dobiegają politycznego końca. Pora oddać władzę w ręce tych którzy chcą tą władze wykorzystać by pomóc społeczeństwu a nie jedynie wykorzystać go w między-czteroletniej kampanii wyborczej.
W związku z zastraszającym tempem występowania na miasto-info.pl zjawiska zwanego powszechnie w necie „trollowaniem” i jak wskazują na to sygnały które otrzymuje od użytkowników tego portalu, podjąłem decyzję o rozpoczęciu akcji NIE KARMIĆ TROLLA! Akcja ta ma na celu przywrócenie spokoju i kulturalnej dyskusji na łamy tego portalu a w szcególności jego forum. Użytkownicy coraz bardziej skarżą się na trolle które nagminnie zakłócają poczytne tematy w taki sposób że dalsza dyskusja staje się wręcz niemożliwa. Mam nadzieję że rozumiejąc skale problemu będziemy w stanie nad tym zapanować. Zacznijmy może od samego początku. Skąd się wzięła sama nazwa trolla - trolla forumowego. Jak to bywa z określeniami używanymi w Internecie tak i ta nazwa pochodzi z języka angielskiego. Termin troll-owanie po angielsku trolling pochodzi od terminu "Trolling for fish", czyli łowienie ryb na haczyk, błystkę. A poprzez wsteczną etymologię osobnika zajmującego się trollingiem nazwano trolem (od legendarno-baśniowych stworów z mitologii nordyckich). Wiedząc już skąd się pochodzi nazwa tego zjawiska (bo można to tak nazwać), przejdźmy do jego genezy. Obecnie trollowanie to zachowanie chuligańskie i patologiczne. Jednak na samym początku swojego istnienia miało na celu oczernienie, zdyskredytowanie innych uczestników dyskusji. Osoba która została wciągnięta w sidła trolla mogła otrzymać od niego informacje YHBT (you have been trolled), co oznacza "zostałeś ztrolowany". Jednak takie zachowanie z czasem przestało być akceptowane na forach dyskusyjnych, a wraz z rozpowszechnieniem się Internetu zaczęło być nadużywane. W tym momencie nikt nie lubi trolli, a nawet są oni piętnowani.

Czym charakteryzuje się zachowanie trolli? Mianowicie, trolle próbują wzbudzić w użytkownikach negatywne emocje. Można przypuszczać iż trolle karmią się negatywnymi emocjami i sporami innych. Im więcej osób wpadnie w jego sidła tym Troll jest bardziej zadowolony. Aby wywołać spór potrafią zamieścić link do strony zawierającej drastyczne fotografie (zmasakrowane zwłoki, wypróżniający się ludzie itp.), obrażają innych użytkowników. Znużenie dyskutantów przeważnie objawia się zakończeniem tematu (EOT) lub wyrzuceniem tematu do śmietnika. Taką sytuację Troll uważa za zakończenie bitwy, zakończenie zwycięskie. Trolle bardzo często zmieniają dane (np. adres e-mail, konto) aby ciągle móc wciągać niewinnych użytkowników w swoje sidła. Trolling czasem jest też stosowany przez lamerów. Osoby te chcą podkreślić swoje doświadczenie i wiedzę w danej dziedzinie, gdy faktycznie takowej nie ma. Gdy dochodzi do konfrontacji z bardziej doświadczonym użytkownikiem lammer broniąc się może stosować śmieszną i bezsensowną argumentację. Większość ataków trolli jpowinna być błyskawicznie wyłapywana przez moderatorów danego serwisu, a oni podejmują już stosowne kroki aby pozbyć się trolla. Jednak czasami zachowanie Trollo-podobne stosowane jest przez zwykłych użytkowników, w celu odstraszenia "lam" od dalszej dyskusji.
Ile jest Trolli tyle jest sposobów zachowań, jednak można wyróżnić kilka najczęściej spotykanych symptomów jakimi się charakteryzują trolle forumowe:
* Bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei - troll będzie jej bronić za wszelką cenę
* Nieumiejętność przyznania się do błędów - troll nigdy nie powie, że się pomylił, potrafi być agresywny gdy wytknie się mu błąd
* Używa argumentów ad personam - atakuje osoby i ich cechy szczególne, może posunąć się do wyzwisk i gróźb
* Skrajny stosunek netykiety czy ortografii - albo wytyka najdrobniejsze błędy albo sam demonstracyjnie łamie zasady
* Pogardliwy ton i megalomania - troll skupia się na swojej doskonałości, czym zniechęca do siebie innych użytkowników
* Wprowadzanie zamieszania w stosunku do swojej osoby - przedstawianie się jako ofiary moderatorów, innych dyskutantów
* Brak konsekwencji podczas dyskusji - częsta zmiana zdania, troll zaprzecza własnym zdaniom i teoriom
* Regularne odchodzenie z forum - ogłasza wszem i wobec, że odchodzi definitywnie, a po jakimś czasie powraca
* Często nazywa innych trollami - przez takie działanie wprowadza w zamęt przez co ukrywa swoją tożsamość
* Zmienianie danych - częste zakładanie nowych kont, których nazwy różnią się nieznacznie
* Tworzenie klonów - jednoczesne korzystanie z wielu kont, przez co próbuje wykazać że nie jest osamotniony w swoich przekonaniach
Wiedząc już jak rozpoznać trolla i jego zachowania powinniśmy dowiedzieć się jak się zachować w przypadku kontaktu z nim. Najskuteczniejszą obroną jest ignorowanie trolla. O ile istnieje możliwość moderatorzy powinni blokować możliwość publikacji wiadomości, które można zakwalifikować jako zalążki siedliska trolla. Jednak kasowanie takich wypowiedzi nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ możemy zostać oskarżenie o nadmierne cenzurowanie wypowiedzi, co staje się kolejnym sposobem trolla na prowadzenie swojej działalności. Całkowity brak zainteresowania wobec zaczepek trolla bardzo szybko go zniechęci i skłoni do opuszczenia forum. Jednak taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś kto wejdzie w dyskusję z trollem. Ponadto niektóre trolle potrafią zebrać wokół siebie grono ludzi popierających i wspierających go. Chronią go przed oponentami i podsycają dyskusję jednak nie trwa to zbyt długo ponieważ i oni zrażają się do trolla. Ogólnie aby pozbyć się trolla nie wolno go "karmić", czyli wchodzić w jakąkolwiek polemikę.Należy jeszcze wspomnieć, że nie wszystkie ciężkie i kontrowersyjne tematy są dziełem trolla. Gdy na forum zawiąże się dyskusja na jakiś niewygodny czy trudny temat, osoby którym ów temat nie odpowiada mogą niesłusznie oskarżyć autora o trolling. Mam nadzieje iż ten artykuł pomoże ustrzec się wam przed atakami trolli forumowych, które tak skutecznie potrafią popsuć miłą atmosferę każdego forum dyskusyjnego.
Źródła;
http://pl.wikipedia.org/wiki/Trolling
hunted.pl
"Używamy raniących słów, a nawet dopuszczamy się słownej agresji. Na palcach u jednej ręki mogę policzyć osoby które nad tym panują. Kierowani lękiem i bezsilnością staramy się uzyskać władzę i kontrolę nad ludźmi, aby poczuć się lepiej. Często nie jesteśmy ani trochę świadomi, co kryje się za słowami, które wypowiadamy, ponieważ zjawisko słownej agresji jest w pewnym sensie częścią naszej kultury", jak pisze w książce "Toksyczne słowa" Patricii Evans : "Dominacja, wymuszanie uległości, umniejszanie cudzych osiągnięć i zawyżanie własnych, dławienie oporu, manipulacja, krytyka, stosowanie nacisku i zastraszanie to akceptowane przez wielu reguły gry". Uciekam sie do wypisu z tej szalenie ciekawej książki ponieważ bardzo pasuje do codziennych Forum'owych rozmów.
Złośliwie do tego podchodząc, można powiedzieć, że nie ma takiego artykułu czy wątku na forum w którym polemika nie była by prowadzona w wyżej wymieniony sposób. Codzienność pokazuje nam, jak bardzo prawdziwe są te słowa.
Na czym więc polega ten społeczny problem? Jeśli tylko podczas dysputy ogarnia nas świadomość iż brakuje nam argumentów na poparcie naszej tezy to często emocje powodują używanie coraz to mocniejszego nacisku.. Najczęściej jeśli argumenty nie przekonują adwersarza pomimo że juz bardziej rzeczowo wypowiedzieć się nie da, nerwy rozmówcy puszczają, ręce załamują i poziom dyskusji drastycznie się obniża. Mimochodem zaczynamy obniżać poziom gubiąc po drodzę własną argumentację. Znam ludzi, którzy zawsze koniecznie muszą mieć rację, ich upór jest godny lepszej sprawy, nie przyjmują do wiadomości żadnych argumentów. Często w takich przypadkach obserwuje zatracenie meritum dysputy która zamiast roli informacyjnej przeradza się w konkurs epitetów i coraz to bardziej wysublimowanych sposobów upokorzenia i sprowokowania adwersarza. Zatacza coraz to większe kręgi odbiegając od tematu, skupiając się wyłącznie na podświadomej prowokacji.
Moim zdaniem, kulturalny człowiek nie powinien dać sie sprowokować, nie pouczać, ale przekazywać swój punkt widzenia. Nie powinien również wywierać nacisku na elementy w dyskusji które wykraczają poza to meritum. Dyskusja powinna uczyć, jednak mądra dyskusja. Każdy jej uczestnik powinien czuć się szanowany pomimo, nie koniecznie zgodnych z oponentem, racji. Jeśli dzieje sie inaczej, to zaczyna się zwykła pyskówka. Zgadzam się w zupełności z tak przedstawioną ideą dyskusji. Doświadczenie jednak uczy, że oprócz dyskusji prowadzonych dla samej przyjemności rozmowy i wymiany poglądów, zdarzają się także sytuacje, gdy wynik dysputy ma dla biorących w niej udział wymierne znaczenie. Może to doprowadzić do tego, że dysputanci, którzy jeszcze godzinę wcześniej dyskutowali "na poziomie", powodowani niemożnością przkonania drugiej strony, rozpoczną swoje manipulacje i zaczną obrzuciać się epitetami. Czy od ludzi uważających sie za mądrych też należy oczekiwać kultury słowa i dyskusji? Pokuszę się o stwierdzenie, iż kultura własna rozmówców, nie może zagwarantować, że dyskusja nie nabierze emocjonalnego charakteru, który to może (aczkolwiek nie musi) oznaczać koniec rzeczowej i logicznej analizy problemu. Bardzo wiele zależy też od stanu emocjonalnego rozmówcy.
Nawet osoba, którą na co dzien cechuje wysoka kultura osobista może zachować się w sposób dla niej całkowicie nietypowy i agresywny, jeżeli "uderzymy" w temat o ogromnym dla niej znaczeniu. Wiele jest przykładów na to, że lepiej jednak od dyskusji nie oczekiwać niczego, oszczędzi to rozczarowań. Z drugiej jednak strony, nie wszyscy z taką samą łatwością ulegają toksycznym ludziom i ich strategii postępowania. Nie dają się manipulować ci, którzy nabyli odporność na tego typu "toksyny". Trzymają wysoki poziom dyskusji i nie pozwalają na zbyt dużą ingerencję adwersarza nie wdając się w dyskusję wymijąjącą lub nie dotyczącą jej meritum. Jak już wspomniałem, spotkałem jedynie kilku kulturalnych dysputantów. Większość wypowiadających się na forum to ludzie w mniejszym lub większym stopniu chowający urazy i fascynacje które powiedzmy sobie szczerze tylko magnifikuje anonimowe forum. Toksyczny jad płynie wtedy bezkarnie od dającym upust swojemu werbalnemu, często skrywanemu w życiu codziennym potworowi.Nie zapominajmy jednak faktu, że toksyczni ludzie mogą wywierać wpływ na nas jedynie w zakresie, na jaki sami im pozwolimy. Pozostaje jednak jeszcze kwestia dyskusji z osobami "nieprzemakalnymi" na argumenty. Zwłaszcza gdy polemizujemy z osobami które w życiu codziennym są przełożonymi lub zajmują "stanowiska". Szczególnie gdy są u władzy a od ich "pomysłów" zależy organizacja życia wielu osób. Śmiem twierdzić że to najcięższy rodzaj dyskusji z którą się spotykam. Przez lata próbowałem wytworzyć w sobie pewne standardy które pozwalają omijać bezpośrednie "deptanie po odciskach" jednak w większości przypadków mechanizmy obronne adwersarzy już od momentu rozpoczęcia dyskusji nie przyjmują do wiadomości żadnej argumentacji i od razu ustawieni są na nie. O przygotowaniu całego wachlarza pokrętnych tematów i wymijających odpowiedzi już nie wspomnę. Nikomu nie życzę takich dysputantów. Nie od wszystkich dyskusji oczekuję również mądrości, która często skrywa się za obłędem, chamstwem i brakiem kultury, a ta okazuje się zbyt często rytuałem mało lub nic nie mającym wspólnego z prawdą...





