Myśli Nieuczesane

Refleksje na które grzebienia brak.

Śledź tego bloga
8 grudnia 2011

W zwariowanym świecie codziennej gonitwy za lepszym jutrem zapominam czasem o odprężeniu i oderwaniu od rzeczywistości. Dzwoniąca natarczywie komórka, w pewien czwartkowy wieczór wyrwala mnie z tego marazmu. Spoglądając na imię wyświetlone na ekranie komórki mie mogłem powstrzymać się od uśmiechu który pojawił sie na mojej zmęczonej wpatrywaniem się w monitor komputera twarzy- ciekawe co tym razem..?

-Halooo- rzucilem zaczepnie do telefonu który jakby nie przejmując się mozołem wypowiadanego przeze mnie słowa zaczął trajkotać lawiną tysiąca słow na minutę. I pomyśleć że kiedyś kochałem ten słowotok ;) Wyrywając z powodzi słów najważniejsze fakty, odpowiadałem do telefonu: Tak, też Cię dawno nie widziałem, oczywiście że musimy sie spotkać, tak, gdzie? W Brukseli? Pewnie że pojade! U mnie w porządku, tylko dlaczego do Brukseli? Do kogo? Nemo? Ta rybka z filmu?(krótki śmiech) Ile? Trzydzieści cztery metry? (krótki śmiech) Dwanaście osób? Toż to ekspedycja!(krotki śmiech) Już jestem spakowany (krótki śmiech) No dobra to do zobaczenia! Pa!

Po krótkim szoku i uspokojeniu kołomyji  myśli spowodowanych natłokiem informacji podanych w tak krótkim czasie prawie na bezdechu, zacząłem sie zastanawiać czy znam kogoś bardziej zwariowanego niż właścicielkę głosu tej krótkiej rozmowy. Osoby która potrafi w ciągu kilkudziesięciu sekund postawić Twój świat na głowie i sprawić że zacznie sie on obracać w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Uśmiechnąłem sie jeszcze szerzej – Bruksela, niech będzie Bruksela...

Po niespełna dwugodzinnym locie, przyjemnością bylo rozprostować nogi wychodzacz terminalu brukselskiego lotniska, na którego wyjściu czekała na nas taksówka-autobus. Po kilku minutach załadunku sprzętu ktory nam towarzyszył, cala nasza dwunastka zasiadła w mikrobusie.  Cel:  Uccle. Jadąc północnymi przedmieściami Brukseli w kompaktowy sposób dowiaduję się o przyjemnościach jakie mnie spotkaja na miejscu – najbardziej oczekiwana przez wszystkich wydaje się być restauracja, zważając na zbliżającą sie porę obiadową jednak sądząc po prowadzonych konwersacjach i gestach wykonywanych rękoma myślę że chodzi o coś zupelnie innego. Trzydzieści kolejnych minut i mikrobus, zjeżdzając z Rue de Stalle wjeżdza na parking przed betonowy budynek z napisem NEMO 33.

Photobucket

Wnętrze wita nas zapachem tajlandzkiej kuchni i chałasem dochodzącym z lobby basenu. Grupa która nas mija wchodzącdo wnetrza restauracji nie może sie wygadać o godzinie spędzonej w basenie. Basenie dosyć niezwykłym. Dlaczego niezwykłym, zapyta ktoś. Otóż jest to najgłębszy na świecie basen dostępny dla każdego-dla każdego kto posiada uprawnienia do nurkowania.  Głowna niecka tego basenu ma głębokość nieco ponad 34 metrów!  Oczywiście można zrobić na miejscu przyspieszony kurs nurkowania i w asyście instruktora,zanurzyć się na samo dno czeluści.

Photobucket

Po krótkim zgrupowaniu integracyjnym i kontroli wymaganych uprawnień nasz instruktor Pierre zabiera nas do hali w której znajduje się basen.  Powiem szczerze że wśród kilku uczestników grupy, spokojna tafla wody nie budzi entuzjazmu.  Po krótkim wstępie zapoznawczym z regulaminem i zasadami bezpieczeństwa Pierre zabiera grupę „nowicjuszy” na zapoznanie sie ze sprzętem i rozpoczyna sie dla nich krótki kurs nurkowania. Dla reszty „starych wyjadaczy” rozpoczyna się proces napełniania aqualungów i ostatnie testy naszego sprzętu.  Kilka głuchych rozprysków wody rozpoczyna godzinę zapierających dech wrażeń.  Basen dzieli się na dwie części które są przeznaczone dla dwóch rodzajów nurków-jeden dla nowicjuszy dopiero zaczynajacych zabawę tym fascynującym sportem i druga z dziesięcio merowej średnicy czeluścią. Gdy mniejsza połowa naszej ekipy wciąż szlifuje sygnalizację, balans i oddychanie, my zaczynamy eksplorację najgłębszej części basenu. Photobucket Od tafli basenu do brzegu cylindra niecki dzieli nas  14 metrów, pozostaje kolejnych dwadzieścia w dół cylindra. Ciśnienie daje się we znaki na 22 metrze. Wyrównanie ciśnienia i kolejne 10 mertów w dół. Raptem pojawia sie przede mną „twarz tysiąca słów” i dajac sygnał potwierdzający pełna sprawność umysłowa, wyprzedza mnie o kilka centymetrów zanurzajac sie szybciej w dół. Photobucket Kiedyś kilka lat temu na kursach pokazywano nam skutki zbyt szybkich zmian głębokości, przez moment przenika mi przez myśl widok implodowanego mózgu z którego wylewa się potok nieskładnych liter.  Widząc moja konsternację składa dłonie w pytanie czy wszystko w porządku. Uśmiecham sie do swoich myśli i pokazuje jej że wszystko OK. Sięgamy dna. Kładąc rękę na rozecie, moje Suunto pokazuje na wyświetlaczu 34.2 m. Photobucket Jest nas tu czworo, pora na pamiątkowe zdjęcie. Od dziś mam nowe powiedzonko dla Anny- Z tobą kochanie, osiągnąłem już  niejedno dno. Na pewno się jej spodoba. Kilka chwil bez aqualungu i zaczynamy się wynurzać. W międzyczasie do cylindra napłynęła pozostała część  naszej ekipy.  Dla nich będzie to podróż życia.

Photobucket

Pierre jest bardzo zadowolony z naszej grupy. Stwierdza doniośle że z Pol(a)kami najlepiej mu sie pracuje-i wcale mu sie nie dziwię, biorąc pod uwagę wygląd kobiet w poprzedniej grupie... Pełni wrażeń i wygłodniali, przenosimy się do pachnącej egzotyką restauracji. Ciekawostką jest ze lokal znajduje sie mniej więcej na dziesięciu metrach głębokości przyległego do niej basenu, w jej oknach można oglądać „syreny” które właśnie rozpoczęły nurkowanie. Photobucket Z menu mogę polecić śmiało- Poulet aigre-doux sauté à l'ananas frais-Słodko-kwaśny kurczak ze świeżym ananasem i Scampi aigre-doux sauté à l'ananas frais-Norweski homar słodko kwaśny z ananasem. Mniam, paluszki lizać!

Dla zainteresowanych – Nemo33.com  - 4°19'02' E - 50°47'46' N

Pozdrawiam wariatów z Gdyni! ;P

4 grudnia 2010

Odwiecznym symbolem życia, odradzania się i trwania jest drzewo, zwłaszcza iglaste. Popularna "choinka". Jednak jako "drzewko bożonarodzeniowe" pojawiło sie dopiero w XVI wieku. Skąd więc wzięła się świąteczna tradycja ubierania choinki? W Europie tradycja pojawiła się w Alzacji gdzie ścinano młode świerki i wstawiano je do domostw. Dekorowano je ozdobami z papieru, drewna i owocami, najczęściej jabłkami co nawiązywało do Rajskiego Drzewa. Wielkim zwolennikiem tego zwyczaju był Marcin Luter, który zalecał spędzanie świąt w domowym zaciszu. Choinki więc szybko stały się popularne w protestanckich Niemczech. Do Polski przenieśli ją niemieccy protestanci na przełomie XVIII i XIX wieku (w okresie zaborów) i początkowo spotykana była jedynie w miastach. Stamtąd dopiero zwyczaj ten przeniósł się na wieś, w większości wypierając tradycyjną polską ozdobę, jaką była "podłaźniczka" oraz zastępując znacznie starszy, słowiański zwyczaj (znany jeszcze z obchodów  Święta Godowego) dekorowania snopu zboża, zwanego Diduchem.

Jedną z największych choinek jakie udało mi się oglądać "na żywo" to  ta ustawiana corocznie od 1933 roku  na Rockefeller Plaza. w Nowym Yorku. Najbardziej zatłoczone miejsce na Manhattanie (oczywiście po Wall Street) zwłaszcza w okresie zimowym. Drzewo ustawione w tym roku to 22,5 metrowy (74 stopowy) Świerk Norweski podarowany dla miasta przez jednego z nowojorskich strażaków biorącego udział w akcji ratowniczej 11 września 2001 roku. Z Mahopac, NY zostało przetransportowane specjalnie zbudowaną do tego celu naczepą do Nowego Yorku. 12 tonowe drzewo pojawiło się w na placu w Piątek 12 Listopada gdzie przy pomocy dzwigu zostało umocowane na tradycyjnym miejscu  sześcioma stalowymi kablami. W ten sam dzień rozpoczęto budowę rusztowania które umożliwi udekorowanie "drzewka" 30 tysiącami lampek LED które połączone są ponad 8 kilometrami kabla.

Photobucket

Przygotowania trwały kilkanaście dni. Szczyt ukoronowała "Gwiazda Swarowskiego". Zaprojektowana przez niemieckiego artystę Michael'a Hammersa 3 metrowej średnicy gwiazda ważąca niebagatelne 250 kilogramów zdobi od 2004 roku każde drzewo na Rockefeller Plaza. Kilkunasto tysięczny tłum nowojorczyków i turystów zgromadził sie wieczorem, 30 Listopada aby podziwiać inauguracyjne zapalenie Bożonarodzeniowej Choinki. Oczywiście nie obyło się bez występów gwiazd. W tym roku mogliśmy podziwiać występy Sheryl Crow, Josh'a Grobana, Jessici Simpson i brytyjskiej wokalistki  Katherine Jenkins. Sam moment zapalenia dekoracji wyglądał tak;

Dla wszystkich przebywających w Nowym Yorku w okresie na przełomie Listopada i Grudnia jest to wspaniała okazja by zobaczyć to niesamowite show które zapadnie na długo w pamięci. Samo drzewko można podziwiać aż do końca pierwszego tygodnia Stycznia 2011 roku na Rockefeller Plaza pomiędzy 48th & 51st  West Streets and 5th and 6th Avenues na Manhattanie. Później trzeba będzie czekać znów do Listopada.

28 listopada 2010

Lubię być niezależny gdy jestem w nowym miejscu. Korzystając z zamieszania wymykam się z mieszkania nerwowo naciskając guzik windy. Od szczęścia dzieli mnie dwadzieścia sześć pięter.  Drzwi windy otwierają się bezszelestnie a ja wchodzę do wypełnionego kojącą muzyką wnętrza. Nacisnąwszy guzik parteru winda rusza bez szarpnięcia tudzież żołądkowych rewelacji. Spoglądam na cyfry pojawiające się na ciekłokrystalicznym wyświetlaczu wskazującym piętro które właśnie mijamy. Parter.

Photobucket

Mijając pokój ochrony budynku rzucam siedzącemu za monitorami rosłemu ochroniarzowi nonszalanckie "I"ll be back!" natychmiast słyszę ciętą ripostę ; "Just don't be late for breakfest Sir" Otwieram szklane drzwi i uderza mnie chłodne powietrze Nowego Yorku o czwartej nad ranem. Są dwa odczucia które zawsze gdy je wspominam, przechodzą mnie dreszcze, drugim z nich jest właśnie chłód listopadowego powietrza w Nowym Yorku. Idąc wzdłóż ulicy napawam się ciszą jaka panuje tutaj tylko o tej porze. Za kilka godzin miasto wstanie i rozpocznie sie na nowo poranny zgiełk.

Photobucket

Jedynym dzwiękiem jaki towarzyszy mi w tej nocnej przechadzce są snujące się ulicami taksówki i przejeżdzająca w oddali kolejka. Mimo wczesnej pory na ulicach jest kilku przechodniów. Raczej spiesznie uciekają przed chłodem nocy otuleni w płaszcze i ciepłe kurtki. Jestem jedynym który nigdzie się nie spieszy. Podziwiam miasto żyjące swiatłem budynków, neonów reklam i ulicznych latarni. Przez chwilę jestem sam w milionowej metropolii. Lecz tylko przez niewielką chwilę. Bo w tak dużym mieście nie sposób być samemu. Można w takim mieście być jedynie strasznie samotnym...

26 listopada 2010

Jak zwykle o tej porze roku dzięki zaproszeniu moich znajomych, mieszkających w Stanach Zjednoczonych mam okazję przyglądać się fascynującemu zjawisku jakim jest Black Friday - Czarny Piątek. Coroczna "gorączka" zakupów opanowuje większość sklepów w Ameryce w dzień po Święcie Dziekczynienia czyli Thanksgiving Day.

 

Photobucket

 

Dla tych którzy nie wiedzą na czym polega fenomem Czarnego Piątku wyjaśniam że jest to jedyny taki dzień w roku gdzie "oficjalnie" sprzedawcy obniżają celowo ceny sprzedawanych przez siebie towarów by przyciągnąć tym większą rzeszę kupujących. Pisząc rzeszę wcale nie wyolbrzymiam tego zjawiska. Są sklepy do których ustawiają sie długie kolejki na kilkanaście godzin przed otwarciem sklepu.

Szokiem może wydawać się też fakt że sklepy te otwierane są wraz z wybiciem północy z Czwartku na Piątek! Siła sugestii pozornych oszczędności jest tak silna że kupujący czekają pod sklepami całą noc po to by zakupić upragniony towar po okazyjnej cenie jako pierwsi. Drugim bodźcem stymulującym umysły kupujących jest fakt że większość sklepów ogłasza że przecenione towary są w limitowanych ilościach.

Ktoś pomyślał by: Zwariowani amerykanie. Ja nie stałbym po nocy żeby kupić jakiś "badziew". No tak niech pomyślę, dzisiejsze rewelacje cenowe: Telewizor LCD Samsunga pelny HD 42 cali za 350 dolarów. Czy choćby tak popularny IPad 64 GB za 250 dolarów, laptopy Sony Vaio z procesorem I7 i BluRay dyskiem i 17 calowym monitorem za 500 dolarów. Gdzie "normalne" ceny są dwa razy wyższe.

Psychoza tego zjawiska jest tak olbrzymia że, zauważyłem część klientów którzy nie załapali się na te olbrzymie przeceny ze względu na "ograniczoną ilość" towaru, kupują w gorączce zakupów coś zupełnie innego tylko po to aby zagłuszyć wewnętrzna frustrację. I na tym właśnie polega fenomen Czarnego Piątku. Sugestia propagandy medialnej zmusza klientów do zakupów w ten właśnie "magiczny dzień" gdzie największe interesy na wspaniałych obniżkach nie robią konsumenci lecz sprzedawcy i dystrybutorzy. Naiwny naród amerykański co roku daje się nabrać na psychozę reklamową i wydaje przeważnie "plastikowe"  pieniądze na produkty które i tak za kilka tygodni, w okresie przedswiątecznym będą kosztowały jak nie tyle samo co w Czarny Piątek to jeszcze może taniej. I kto mi powie że reklama nie jest najlepszą dźwignią handlu?

Mysleniczanin007 @yahoo.com
O sobie:
Orbis Non Sufficit
Znajomi (0):
Brak znajomych.
Do góry
O Nas Kontakt
Reklama w Miasto-info.pl
Patronat medialny Logotypy
Polityka prywatności Regulamin
Partnerzy
© miasto-info.pl