Myśli Nieuczesane

Refleksje na które grzebienia brak.

Śledź tego bloga
4 lutego 2012

Wracałem zmęczony i lekko poirytowany przebiegiem zebrania wspólników. Całe szczęście o tej porze nie mogło być mowy o korkach. Jedyną myślą jaka kołatała się w mojej głowie była chęć na długi, gorący prysznic i szklaneczkę dobrej, szkockiej whisky. Skręcając w ulicę na której znajdował sie podjazd do domu, ujrzałem zapalone światła w kuchni i salonie. Zostawiając samochód na podjeździe pospieszyłem ku drzwiom otwierając je ostrożnie. Nie zdejmując butów wszedłem do salonu w którym zapalone było swiatło i telewizor. Mimo surowego zakazu, na mojej ulubionej sofie leżał sobie wygodnie Winston, bulldog który na mój widok przewrócił tylko śpiącymi oczyma i ruda kotka trzymającą go w objęciach. Zdejmując marynarkę usiadłem w fotelu. Rozpinając spinki u rękawów koszuli, mój wzrok mimowolnie zatrzymał się na dwudziesto-kilku letnim, półnagim, rudowłosym obiektem westchnień niejednego faceta. Jej filigranowe stopy wsunięte były pod mój ulubiony koc, okryty którym, uwielbiam oglądać Indianę Jonesa po raz N-ty w mroźne zimowe wieczory. Jej ledwo przykryte przykrótkawymi szortami pośladki i lekko rozchylone uda które gdy idzie, długo zostają później w pamięci. Pulchny Winston zasłaniał jej smukły brzuszek i pełne, foremne piersi które teraz były ukryte pod o zgrozo – moim podkoszulkiem. Lekko wygięta szyja i twarz o tysiącu piegów rozmaitej wielkości, kształtu i odcieni. Całość dopełniały smukłe jedwabiste dłonie o długich palcach które w większości służyły jej do trzymania palącego się papierosa. Z pod nawału rozpuszczonych włosów które zdawały rozpalać moją kanapę, patrzyła na mnie para zielonych oczu. O ironio! Na kanale muzycznym snuła się piosenka INXS „Beautiful Girl”.
Winston wyczuł sytuację i szybkim ruchem „ewakuował” się z kanapy, upewniwszy się że nie puszczę się za nim, obserwował mnie kątem oka kierując się w stronę kuchni.
„Haj”- powiedziała kotka przeciągając się ostentacyjnie w taki sposób, by już przykrótkawe szorty stały się jeszcze krótsze. Nic mnie tak nie drażni jak nonszalancja w momentach nieodpowiednich.
„Haj”- odpowiedziałem bez emocji chowając spinki do kieszonki marynarki. Nie dając wyprowadzić się z równowagi obserwowałem jak „poprawia” zburzoną krótkim snem fryzurę, potrząsając przy tym zawartością podkoszulka w ten sposób by po chwili stał się on bardziej napięty i nabrzmiały w dwóch przykuwających uwagę miejscach. Wiedziała o tym doskonale. Zresztą, nie ona jedna. Odwróciłem wzrok skupiając się na zmianie kanału w telewizji. Rozczarowana moim brakiem zainteresowania wstała i stwierdziła sucho- „Chcesz coś do picia, bo idę do kuchni?” Nie patrząc w jej stronę odrzekłem „Nie, dziękuję. Już piłem” Zdezorientowana odwróciła się na pięcie i powędrowała do kuchni. Znów mimowolnie odprowadzałem ja wzrokiem, patrząc jak poprawia przykrótkawe szorty które z jednej strony zawisły prawie na linii pasa, instynktownie kołysząc biodrami w taki sposób aby nie można było myśleć o niczym innym. Mam tylko nadzieję że nie będzie ukradkiem popalać w kuchni stojąc blisko pochłaniacza. Mimo zakazu i tak czuje zapach palonych papierosów gdy zostaje sama w moim domu. Kiedyś przesiadłbym się na sofę i obserwowałbym jak staje na palcach by dosięgnąć jej ulubionych szklanek. Jej smukłe łydki, jędrne foremne uda, perkate pośladki ledwo przykryte krótkimi szortami. Ale nie dziś. Rozwiązując buty przeniosłem je do przedpokoju, minąłem kuchnię, rzuciłem w jej kierunku obojętne „Tylko nie siedź za długo” i wyszedłem na piętro.
Stojąc pod prysznicem zaczynam się zastanawiać, co więcej oprócz młodego gorącego ciała ma do zaoferowania światu to rude kocię? Co poza ponętnym kształtem, zawadiackim uśmiechem i spojrzeniem które roztopiło by górę lodową gdyby postawić ją na dziobie Titanica. Zastanawiam się dzisiaj bo jutro, jutro już jej tu nie będzie…

Photobucket

23 stycznia 2012

Trzasnęła drzwiami po raz ostatni. Nawet w duchu przyrzekała to sobie wielokrotnie, jednak za każdym razem gdy spędzali ze sobą tak upojny wieczór jak wczoraj, coś się w niej buntowało i pozwalało mu znów uwierzyć. Biegła w dół po schodach nie zważając na doganiające ją wykrzyczane przez niego prośby by wróciła. Kolejna ósemka krętych schodów na których nie raz połamała by sobie nogi gdy biegła z nim na górę, do jego mieszkania. Teraz jednak schody prowadziły ją w zawrotnym tempie w dół. Na połamanie karku biegła, by nie dogoniło ją znow to tak raniące ja słowo.

Wybiegła na ulicę która przywitała ją strugami deszczu. Z trudnościa opanowała poślizg szpilek na mokrym chodniku, któremu wcale nie pomagał wysmykujący sie pasek  z jej rozchełstanego płaszcza. Niezdarnie probowala doprowadzić go do porządku. Mijała coraz to nowe twarze przechodniów których dziwiła kobieta w przydługawym męskim trenchu, próbująca opanować dyndający na wszystkie strony niesforny szary pasek. W końcu dała za wygraną i mocnym szarpnięciem pozwoliła mu zostać w kałuży brudnego chodnika. Nie oglądała się za siebie. Instynktownie czuła że za nią nie pobiegł. Nigdy tego nie robił. Nie miał jaj? Nie, to nie to. Był zbyt dumny by prosić kobietę. Był zbyt dumny by przyznać się do błędu. Którego to już z kolei? Nie chciała pamiętać. Wściekłość na przemian z żalem bawiły się nią w strumieniach deszczu który jak na złość zaczął padać jeszcze intensywniej. Każda spadająca kropla sprawiała wrażenie że płaszcz nasiąka wodą, stając się coraz cięższy i zamiast dawać ochronę przed chłodnym już, pażdziernikowym deszczem, utrudniał jej każdy kolejny krok. Zatrzymała się na moment. Przez jej głowę przebiegła szaleńcza idea na której samą myśl uśmiechnęła się do siebie. Jednym zwinnym ruchem zrzuciła z siebie szary trench i z wściekłością zaczęła go deptać. Płaszcz, nasiąknięty wodą z chodnikowej kałuży, zaczął powoli poddawać się kolejnym uderzeniom obcasów jej szpilek. Świat zatrzymał się na moment gdy w furii uderzeń zaczęła krzyczeć. Był to krzyk euforii i oczyszczenia. Deszcz zamarł w czasie i przestrzeni , czekając cierpliwie aż dokona się dzieło rozstania z brudną, przytłaczającą przeszłością. Krople deszczu ktore uwolnione przez płacz,zaczęły spadać na jej twarz mieszając się ze łzami. W ostatnim geście obrzydzenia kopnęła dziurawy, poszarpany płaszcz na ulicę. Zdjęła szpilki i usiadła na krawężniku patrząc jak smutny, szary kształt, odpływa niesiony prądem rynsztoka znikając w odległej kratce ulicznej studzienki.

Była przemoczona, rozmazana, zmęczona ale dumna. Dumna z siebie i pożegnania się z płaszczem. Szarym trenczem który przez krótką chwilę pozwolił jej na wewnętrzną przemianę i upust energii którą nosiła w sobie od dawna. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Labiryntu schodów, ciężkich drzwi klatki schodowej, chodnikowych kałuży i tego ciężkiego od deszczu płaszcza, który teraz wirując znikał właśnie w ulicznej studzience rynsztoku. No to co, pomyślała - po prysznicu przydałby sie kubek mocnej gorącej kawy, śmiejąc się w głos z własnych myśli.

 

Photobucket

10 stycznia 2012

Z grymasem obrzydzenia wcisnęła dopalającego się paperosa w ciężką mosiężną popielniczke. Jej dłoń mimowolnie sięgnęła po ubrudzony wczorajszą szminką kieliszek niedopitego wina. Przyłożywszy go do ust sączyła szkarłatny napój, wsłuchując się w dzwięk syren policyjnych samochodow gdzieś za oknem. Bezwiednie spojrzała poprzez biel gęstego dymu z papierosa w stronę padającego za oknem śniegu. Nocne latarnie rozświetlały wirujące płatki śniegu ktore tak jak ona, miały swoje kilka sekund na scenie okiennego parapetu. Pojawiały się z nikąd oszałamiając widza swym wdziękiem, jaskrawością i blaskiem kształtu. Przykuwały uwagę uwodzicielskim tańcem który zdawał się nie mieć końca. Podrywane powiewem wiatru znów unosiły się w gorę kusiły wzrok wirując, zataczając coraz większe koła. Fascynując oko widza pozostawały w zasięgu wzroku, wyróżniając się na tle pozostałych płatków śniegu które stanowiły jedynie tło dla tego chwilowego występu stanowiąc jednocześnie nierozłączną całość tej krótkiej tragedii.

Odwracając wzrok od okna spojrzała na wiszące na scianie baletki. Towarzyszące im zdjęcia opowiadały historię tańca. Światła jupiterów jak nocne latarnie, oświetlały biel krótkich spódniczek które wirowaly co jakiś czas wznosząc się ponad scenę. Roześmiane twarze, naręcza kwiatów i owacje na stojąco które jeszcze do dziś pobrzmiewają gdy zamyka oczy. Rozpoczynajacy sie hałas w garderobie  słyszy już od korytarza którym wolno kroczy upinając kruczo-czarne długie włosy. Z przeciwleglych do siebie drzwi korytarza, jak w zwolnionym tempie, przebiegają przed nią nerwowi asystenci próbujący dopiąć wszystko na „ostatni guzik” jeszcze przed występem. Nie czuje zdenerwowania, jedynie lekkie podniecenie które towarzyszy jej zawsze przed wyjściem na scenę. Uśmiechając się do siebie wraca myślami kiedy to pierwszy raz stanęła na scenie- widzi siedzącą na widowni, składającą dłonie matkę i ojca próbującego zrobić zdjęcie, specjalnie kupionym na tę okazję aparatem. Ona rozpościera ramiona w grand plie i zaczyna tańczyć. Emanująca lekkością wiruje  z rozpostartymi rękoma przez całą powierzchnię sceny, podmuch wiatru unosi ją jednak w górę. Aby nie stracić rownowagi wykonuje kilka piruetów w przeciwną stronę, jej uśmiech i skrzące w blasku latarni oczy zlewają się ze smugą pozostawioną przez upięte, czarne włosy. Zaskakuje precyzją w tym zdawało by się chaotycznym tańcu. Rozpościera ramiona i delikatnie opada w dół prawie dotykając stopami sceny. Jednak choreograf ma inne plany. Znów lekki podmuch porywa ją w górę i zaczyna wirować skrząc się srebrzyście.

Taniec kończy się gdy bezwiedna ręka trzymająca kieliszek niedopitego wina uderzając o podstawę wózka na którym siedzi, wytrąca ją z wpatrzenia się w śnieg wirujący za oknem. Zamyślona nie zauważyła nawet że niewielka pozostałość szkarłatnego płynu wylała się jej na podłogę formując plamę, przywołującą w pamięci zdarzenia o ktorych starała się zapomnieć. Odstawiając na stół pusty już kieliszek, zapala kolejnego papierosa i spogląda przez gęsty papierosowy dym na nocne okno w którym blask latarni rozświetla tańczący na wietrze padający wciąż śnieg. Za chwilę pojawi się kolejna, śnieżna primabalerina która oczaruje ją swym tańcem przez następnych kilka minut.

Photobucket

8 grudnia 2011

Na wstępie chciałbym pionformować że posiadam analizę Fitch Ratings z ostatnich czterech lat w formie PDF z tabelami porównujacymi dane budżetów gminy z lat 2006-2011 którą mogę udostępnić zainteresowanym. Wiadomości na priv.


Fitch potwierdził rating Gminy Myślenice na poziomie „BBB(pol)”;
2011-11-29

Fitch Ratings, Londyn/Warszawa, - 29 listopada 2011r.: Fitch Ratings potwierdził długoterminowy rating krajowy gminy Myślenice „BBB(pol)”. Perspektywa ratingu jest Negatywna.

Rating Myślenic odzwierciedla ograniczoną elastyczność finansową budżetu gminy, planowany wzrost zadłużenia w związku z wysokimi wydatkami inwestycyjnymi oraz pogarszające się wskaźniki obsługi długu. Rating bierze również pod uwagę, że gmina korzysta z pożyczek preferencyjnych w celu finansowania inwestycji, dług gminy charakteryzuje się długim okresem spłaty, a jego struktura może ulec dalszej poprawie, jeśli w 2012r. Myślenice przeprowadzą zakładaną operację refinansowania zadłużenia.

Negatywna perspektywa ratingu odzwierciedla oczekiwania agencji, że prognozowany wzrost zadłużenia, przy braku znaczącej poprawy wyników operacyjnych, wpłynie na zdecydowane pogorszenie się wskaźników obsługi długu.

Rating może zostać obniżony, jeżeli wyniki operacyjne Myślenic będą się nadal pogarszać, tj. nadwyżka operacyjna spadnie poniżej 10% dochodów operacyjnych, co osłabi wskaźniki długu, tj. obsługa zadłużenia przekroczy 120% nadwyżki operacyjnej.

Fitch oczekuje, że w 2011r. nadwyżka operacyjna Myślenic wzrośnie do 11 mln zł z 10 mln zł w 2010r. (po wyłączeniu zwrotu VAT związanego z wydatkami inwestycyjnymi poniesionymi w poprzednich latach) i wyniesie 10,7% dochodów operacyjnych. W latach 2012-2014 Fitch spodziewa się dalszej poprawy wyników operacyjnych gminy, ze średnią nadwyżką operacyjną wynoszącą 11%-12% dochodów operacyjnych. Nadwyżka operacyjna na takim poziomie może jednak okazać się niewystarczająca na sfinansowanie spłaty zapadających rat kapitałowych oraz wydatków na obsługę zadłużenia. Osiągnięcie przez Myślenice lepszych wyników jest mało prawdopodobne, z uwagi na sztywną strukturę wydatków operacyjnych (wydatki operacyjne na oświatę, pomoc społeczną oraz administrację publiczną stanowią ok. 84% wydatków operacyjnych ogółem).

Z uwagi na realizowane inwestycje, zadłużenie Myślenic może wzrosnąć z 61 mln zł na koniec 2010r. do 97 mln zł na koniec 2011r. i stanowić 98% dochodów bieżących. Wskaźnik spłaty zadłużenia (relacja długu do nadwyżki bieżącej) może wzrosnąć do 14 lat (ok. 6 lat w 2010r.). Fitch spodziewa się, że zadłużenie Myślenic osiągnie maksymalny poziom 136 mln zł w 2013r., tj. 128% planowanych dochodów bieżących. Jednak, długi okres spłaty zadłużenia ogranicza presję, jaką na budżet gminy będą wywierać spłaty rat kapitałowych (ostateczny termin spłaty znacznej części długu przypada na lata 2019-2033).

Kontakt:

Analityk wiodący
Maurycy Michalski
Associate Director
+48 22 338 6701
Fitch Polska S.A.
Ul. Królewska 16
00-103, Warszawa

Drugi analityk
Renata Dobrzyńska
Associate Director
+48 22 338 6282

Przewodniczący komitetu ratingowego
Christophe Parisot
Senior Director
+33 1 44 29 91 34

Kontakt z mediami:
Peter Fitzpatrick, Londyn, Tel: + 44 20 3530 1103,
Email: peter.fitzpatrick@fitchratings.com
Małgorzata Socharska, Warszawa, Tel: +48 22 338 62 81,
Email: malgorzata.socharska@fitchratings.com

 

8 grudnia 2011

W zwariowanym świecie codziennej gonitwy za lepszym jutrem zapominam czasem o odprężeniu i oderwaniu od rzeczywistości. Dzwoniąca natarczywie komórka, w pewien czwartkowy wieczór wyrwala mnie z tego marazmu. Spoglądając na imię wyświetlone na ekranie komórki mie mogłem powstrzymać się od uśmiechu który pojawił sie na mojej zmęczonej wpatrywaniem się w monitor komputera twarzy- ciekawe co tym razem..?

-Halooo- rzucilem zaczepnie do telefonu który jakby nie przejmując się mozołem wypowiadanego przeze mnie słowa zaczął trajkotać lawiną tysiąca słow na minutę. I pomyśleć że kiedyś kochałem ten słowotok ;) Wyrywając z powodzi słów najważniejsze fakty, odpowiadałem do telefonu: Tak, też Cię dawno nie widziałem, oczywiście że musimy sie spotkać, tak, gdzie? W Brukseli? Pewnie że pojade! U mnie w porządku, tylko dlaczego do Brukseli? Do kogo? Nemo? Ta rybka z filmu?(krótki śmiech) Ile? Trzydzieści cztery metry? (krótki śmiech) Dwanaście osób? Toż to ekspedycja!(krotki śmiech) Już jestem spakowany (krótki śmiech) No dobra to do zobaczenia! Pa!

Po krótkim szoku i uspokojeniu kołomyji  myśli spowodowanych natłokiem informacji podanych w tak krótkim czasie prawie na bezdechu, zacząłem sie zastanawiać czy znam kogoś bardziej zwariowanego niż właścicielkę głosu tej krótkiej rozmowy. Osoby która potrafi w ciągu kilkudziesięciu sekund postawić Twój świat na głowie i sprawić że zacznie sie on obracać w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Uśmiechnąłem sie jeszcze szerzej – Bruksela, niech będzie Bruksela...

Po niespełna dwugodzinnym locie, przyjemnością bylo rozprostować nogi wychodzacz terminalu brukselskiego lotniska, na którego wyjściu czekała na nas taksówka-autobus. Po kilku minutach załadunku sprzętu ktory nam towarzyszył, cala nasza dwunastka zasiadła w mikrobusie.  Cel:  Uccle. Jadąc północnymi przedmieściami Brukseli w kompaktowy sposób dowiaduję się o przyjemnościach jakie mnie spotkaja na miejscu – najbardziej oczekiwana przez wszystkich wydaje się być restauracja, zważając na zbliżającą sie porę obiadową jednak sądząc po prowadzonych konwersacjach i gestach wykonywanych rękoma myślę że chodzi o coś zupelnie innego. Trzydzieści kolejnych minut i mikrobus, zjeżdzając z Rue de Stalle wjeżdza na parking przed betonowy budynek z napisem NEMO 33.

Photobucket

Wnętrze wita nas zapachem tajlandzkiej kuchni i chałasem dochodzącym z lobby basenu. Grupa która nas mija wchodzącdo wnetrza restauracji nie może sie wygadać o godzinie spędzonej w basenie. Basenie dosyć niezwykłym. Dlaczego niezwykłym, zapyta ktoś. Otóż jest to najgłębszy na świecie basen dostępny dla każdego-dla każdego kto posiada uprawnienia do nurkowania.  Głowna niecka tego basenu ma głębokość nieco ponad 34 metrów!  Oczywiście można zrobić na miejscu przyspieszony kurs nurkowania i w asyście instruktora,zanurzyć się na samo dno czeluści.

Photobucket

Po krótkim zgrupowaniu integracyjnym i kontroli wymaganych uprawnień nasz instruktor Pierre zabiera nas do hali w której znajduje się basen.  Powiem szczerze że wśród kilku uczestników grupy, spokojna tafla wody nie budzi entuzjazmu.  Po krótkim wstępie zapoznawczym z regulaminem i zasadami bezpieczeństwa Pierre zabiera grupę „nowicjuszy” na zapoznanie sie ze sprzętem i rozpoczyna sie dla nich krótki kurs nurkowania. Dla reszty „starych wyjadaczy” rozpoczyna się proces napełniania aqualungów i ostatnie testy naszego sprzętu.  Kilka głuchych rozprysków wody rozpoczyna godzinę zapierających dech wrażeń.  Basen dzieli się na dwie części które są przeznaczone dla dwóch rodzajów nurków-jeden dla nowicjuszy dopiero zaczynajacych zabawę tym fascynującym sportem i druga z dziesięcio merowej średnicy czeluścią. Gdy mniejsza połowa naszej ekipy wciąż szlifuje sygnalizację, balans i oddychanie, my zaczynamy eksplorację najgłębszej części basenu. Photobucket Od tafli basenu do brzegu cylindra niecki dzieli nas  14 metrów, pozostaje kolejnych dwadzieścia w dół cylindra. Ciśnienie daje się we znaki na 22 metrze. Wyrównanie ciśnienia i kolejne 10 mertów w dół. Raptem pojawia sie przede mną „twarz tysiąca słów” i dajac sygnał potwierdzający pełna sprawność umysłowa, wyprzedza mnie o kilka centymetrów zanurzajac sie szybciej w dół. Photobucket Kiedyś kilka lat temu na kursach pokazywano nam skutki zbyt szybkich zmian głębokości, przez moment przenika mi przez myśl widok implodowanego mózgu z którego wylewa się potok nieskładnych liter.  Widząc moja konsternację składa dłonie w pytanie czy wszystko w porządku. Uśmiecham sie do swoich myśli i pokazuje jej że wszystko OK. Sięgamy dna. Kładąc rękę na rozecie, moje Suunto pokazuje na wyświetlaczu 34.2 m. Photobucket Jest nas tu czworo, pora na pamiątkowe zdjęcie. Od dziś mam nowe powiedzonko dla Anny- Z tobą kochanie, osiągnąłem już  niejedno dno. Na pewno się jej spodoba. Kilka chwil bez aqualungu i zaczynamy się wynurzać. W międzyczasie do cylindra napłynęła pozostała część  naszej ekipy.  Dla nich będzie to podróż życia.

Photobucket

Pierre jest bardzo zadowolony z naszej grupy. Stwierdza doniośle że z Pol(a)kami najlepiej mu sie pracuje-i wcale mu sie nie dziwię, biorąc pod uwagę wygląd kobiet w poprzedniej grupie... Pełni wrażeń i wygłodniali, przenosimy się do pachnącej egzotyką restauracji. Ciekawostką jest ze lokal znajduje sie mniej więcej na dziesięciu metrach głębokości przyległego do niej basenu, w jej oknach można oglądać „syreny” które właśnie rozpoczęły nurkowanie. Photobucket Z menu mogę polecić śmiało- Poulet aigre-doux sauté à l'ananas frais-Słodko-kwaśny kurczak ze świeżym ananasem i Scampi aigre-doux sauté à l'ananas frais-Norweski homar słodko kwaśny z ananasem. Mniam, paluszki lizać!

Dla zainteresowanych – Nemo33.com  - 4°19'02' E - 50°47'46' N

Pozdrawiam wariatów z Gdyni! ;P

12 listopada 2011

Sprawa nagłośnienia malwersacji funduszy unijnych przez krajowych beneficjentów którymi w głownej mierze są samorządy stała sie faktem dokonanym przed którym stoją lub staną miasta i gminy w których większa część inwestycji została wykonana właśnie przy udziale kapitału unijnego. Pytaniem jest czy większość z tych inwestycji była zasadna i zgodna z normami jakie dla tych właśnie projektów wyznaczyła Unia Europejska?

Kwestia spraw formalnych jakie poruszane są przy tego rodzaju inwestycjach zawsze budzą kontrowersje. Sprawa zasadności, potrzeba społeczna czy też chęć stworzenia zaplecza socjalno- finansowego na przyszłość? Przykładem z naszego podwórka mogą być lokalne inwestycje żeby jedynie wymienić te najbardziej kontrowersyjne: strzelnica sportowa i ZUO nieopodal Borzęty. Sprawa ZUO poruszana przeze mnie już wielokrotnie na łamach tego bloga w głównej mierze nadaje sie na kontrole z Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Choćby kwestia ignorowania nakazów sądowych których wyroki kolidowały z wyznaczonym okresem  na zamknięcie projektu. Nie pominę także sprawy problemu ochrony środowiska które jak widać już w fazie budowy powoduje zagrożenie dla ekosystemu na co mogę przytoczyć liczne przykłady oraz  petycje złożone w tej sprawie przez okolicznych mieszkańców i przedsiębiorców.

Zastanówmy się nad bardzo ważnym faktem, który prozaicznie dla nas jako mieszkańców wydaje się być najważniejszy - kto, w przypadku nakazu zwrotu kosztów dotacji dla tych inwestycji – wyłoży fundusze na pokrycie pożyczki unijnej? Kto w wyniku popełnienia rażących błędów i niedociągnięć prawnych powinien odpowiedzeć finansowo? Pozostawiam to pytanie retorycznym. Naszej gminy nie stać na zwrot tak olbrzymiej kwoty, nawet w wyniku rozłożenia tej sumy na spłaty, rata wraz z odsetkami gigantycznie obciąży już nadwyrężoną kasę gminną. A tu jeszcze tworzy się „dmuchane” projekty marnotrawieia dotacji unijnych na przebudowy rynku który de facto wymaga jedynie reorganizacji (parking na płycie rynku) i minimalnych zabiegów kosmetycznych. Podejrzewam że każdy z tych projektów pod mikroskopem OLAF’u otrzymałby opinię negatywną i beneficjent, w tym wypadku Gmina Myślenice dostałby nakaz zwrotu przeznaczonych na te cele funduszy unijnych. Pytanie tylko czy nas jako mieszkańców jest na to stać? (Prywatnie myślę że tak ponieważ w wyborach samorządowych daliśmy zielone światlo dla takich zachowań).

O sobie:
Orbis Non Sufficit
Znajomi (0):
Brak znajomych.
Do góry
O Nas Kontakt
Reklama w Miasto-info.pl
Patronat medialny Logotypy
Polityka prywatności Regulamin
Partnerzy
© miasto-info.pl