Myśli Nieuczesane

Refleksje na które grzebienia brak.

Śledź tego bloga
23 marca 2012

Jak wygląda sytuacja polityczno-gospodarcza naszego kraju, nie muszę chyba przypominać. Zresztą robi to za mnie prasa, radio i telewizja każdego dnia. Zaczyna mnie jednak zastanawiać fakt dlaczego tak jest? Dlaczego Polska z takim położeniem geo-politycznym nie jest w stanie zrzucić z siebie tego niewidzialnego jarzma, które jak klątwa, zdaje sie „wisieć” nad polskim narodem. Kto jest winien za ten stan rzeczy?

Nie można twierdzić i obarczać winą za sytuację socjalno ekonomiczną naszych sąsiadow, państwa ościenne czy też zaangażowane w naszą gospodarkę kraje takie jak USA czy Chiny. Chociaż często-gęsto wlaśnie z taką opinią spotykam się w rozmowach z ludźmi i tak jest od lat. Doskonale pamiętam popularną w początku lat 80tych przyśpiewkę na znaną nutę „Oj dana, oj dana, wszystko przez Reagana”. Teraz powtarza się kwestia - „to wina Putina, Parlamentu Europejskiego, Niemcow” itp, itd. Ale czy tak na prawdę jest? Przeciez obce narody z ich głowami państwa odpowiadają za swoje rządy i gospodarkę. Wystarczy spojrzeć na ostatnie wydarzenia w Grecji, Francji czy chociażby Wielkiej Brytanii. Jeden z popularnych polskich kabareciaży powiedział że Grecy protestowali całym narodem, bo przez kilka miesięcy mieli takie szambo w kraju jakie my mamy w Polsce całe życie i co? Oni nie bali się wyjść na ulicę i walczyć! Nota bene w Polsce  też są protesty, owszem. Z tym że u nas protestują przede wszystkim młodzi ludzie. Ludzie starsi siedzą pozamykani w swoich domach, bojąc się wziąć udziału w demonstracjach, w Polskim Przedwiośniu. Ci starsi ludzie przeważnie czekają emerytury wynoszącej maksimum 1200 złotych, albo patrzą, jakby tu uszczknąć z koryta coś dla siebie.

Skąd się bierze takie rozwarstwienie? Przede wszystkim, starsi ludzie są po praniu mózgu. Byli oni wychowywani w uległości wobec wszystkiego, czołobitności wszystkiemu i pokorze wobec wszystkiego. Czy jednak to jest usprawiedliwieniem dla tchórzostwa?

Moje pokolenie także miało robione to specyficzne pranie mózgu. Jednak w moim pokoleniu obserwujemy zmierzch średniowiecznego katolicyzmu i katolickiego modelu wychowania. Co pozostanie w zamian? Przecież życie nie znosi próżni. Dzisiaj rolę politycznych agitantów I księdza przejmują różnorakiej maści doradcy i eksperci radiowo telewizyjni, nauczyciel, lekarz, radny itp. Funkcję spowiedzi powoli zastępuję wizytau psychoanalityka. Zaś jeśli chodzi o katolickie wychowanie, i katolicki model ciemnoty, przejęło ją przeświadczenie, że na nic nie mamy wpływu, „bo Bóg tak chciał”. Ludzie tacy, wychowani w ciemnocie i zabobonie, trącą tym przez całe życie. Mówią, że wolą się zająć sprawami, na które mają rzeczywisty wpływ, że nie obchodzi ich to, że ideami rachunków nie opłacą. Pozostali,zrzędzą w dyskusjach o różne rzeczy – o bezrobocie, rząd, sutuacje w mikroregionach (gminach) o zadłużenie, o zwalnianie pracowników i zamykanie przedsiębiorstw. I na takich bezproduktywnych rozważaniach upływa bardzo dużo czasu wolnego, którego oni podobno nie mają. Do tego doliczmy czas na oglądanie seriali, telenowel, dzienników, teleturniejów, kryminałów, i innych tego typu odmóżdżających gniotów z TV.

Podsumowując: ciemnota jaka była, taka została. Jednak trzeba przyznać, że za czasów komunizmu, za czasów nieociosanego bogoojczyźnianego katolicyzmu, społeczeństwo polskie było społeczeństwem idei, społeczeństwem walki. Wiele razy wychodziliśmy na ulicę, z otwartą przyłbicą. Nie było takiej demoralizacji i powszechnego zezwierzęcenia jaka jest teraz. To już nie jest zwykły marazm spowodowany jakimś tam “kryzysem”, który jest tylko wymysłem bankierów i rządzących. Można i trzeba mówić już o totalnym zezwierzęceniu naszego narodu, gdzie zaczyna być to niebezpieczne dla tegoż narodu. Dzięki filozofii ciemnoty typu: “pokorne cielę dwie matki ssie” czy: “jak sobie pościelesz tak się wyśpisz” – tłumiony w zarodku jest nasz opór. Zawsze podejmowany jest krzyk, że państwo ingeruje w wychowanie dzieci i że jest to karygodne. Zgadzam się z tym. Jednak prawie nikt nie drze szat, że kościół katolicki i ogólnie dulszczyzna także mają niemały wpływ na wychowanie młodego pokolenia. Kościół katolicki lubi także zaglądać ludziom do sypialni. Dlaczego tak się dzieje?
Bowiem wolność człowieka, społeczeństwa, narodu – zaczyna się właśnie w sypialni i w wychowaniu dzieci. Jeśli ludzie będą szczęśliwi w sferze ars amandi, to będą też wolni. Jeśli nie będą wciskać dzieciom ciemnoty, dulszczyzny i zabobonu, to młode generacje będą wolne. Polska będzie wolna.
Wbrew bogoojczyźnianemu bełkotowi, kościół katolicki wcale nie chce, by Polska była wolna, niepodległa. Watykan chce ślepego poddaństwa organów państwowych i totalnego zniewolenia swoich owieczek. Dlatego nadal większość Polskich kwok, (kur domowych) wychowuje kolejne pokolenia z przetrąconym kręgosłupem. Zauważcie pewną prawidłowość: nikt nie uczy dzieci następujących rzeczy:
-”jesteś wartościowym człowiekiem, znaj swoją wartość”;
-”nie bój się walczyć, nie bój się żyć, nie bój się sięgać gwiazd”;
-”sam wytaczaj sobie szlaki, nie bądź poddanym żadnego człowieka”;
Zamiast tego wciska się nam bogoojczyźnianą ciemnotę o pokornym cielęciu, o potrzebie posłuszeństwa i nie wychylania się przed szereg.

I dlatego właśnie pozostajemy tępi na rządowe afery, malwersacje w budżecie państwa, euro kredyty i inne dziadostwo które dzieje się każdego dnia na wszystkich szczeblach administracji państwowej. O zachowaniu rządu w sprawie ACTA czy ostatniej „propozycji” podwyższenia progu wieku emerytalnego. I dlatego w naszej małej lokalnej społeczności panuje taki sam marazm. Przechodzimy obojętnie obok informacji o kolejnych poczynaniach władzy, fantazyjnych projektach czy nawet zatrudnianiu w samorządzie wszystkich oprócz osób wykwalifikowanych. Stawiani jesteśmy przed faktem dokonanym, koniecznym złem, czy jak to ostatnio modnym stwierdzeniem: priorytetem. ZUO, strzelnica, park na Zarabiu, biblioteka, o pracującej nadal WMB nawet nie wspomnę. Pseudo galeria z przystankiem na autobusy a teraz projekty ronda i garażu na osiedlu, wojna podjazdowa PKS kontra Busy w której „mediatorem” okazuje sie być Burmistrz Miasta i Gminy Myślenice. O kurantach na kościele też nikt Wam nie mówił. Dla „świętego spokoju” daliście zaufanie ludziom którzy bezkompromisowo używają swych stanowisk jak wyżymaczki do pieniędzy. A społeczeństwo, przyzwyczajone do zwieszania łba i patrzenia w podłogę w momencie „podniesienia” dostaje to na co zagłosowało-stoi grzecznie w zagrodzie pobekując od czasu do czasu po cichu, żeby pan lub pleban nie usłyszeli. Bo jeszcze gotowi są „postraszyć” strzyżeniem. Nota bene, z każdym rokiem strzygą Was coraz krócej. Ciekawe co stanie się gdy będą chcieli golić coraz częsciej? Czy dalej będziecie tkwić w milczeniu czekając grzecznie na swoją kolej?

7 marca 2012

W dobie komunikacji interaktywnej pozwoliłem sobie założyć konto na Facebooku, podążając w ślady "króla internetu", Jaśnie Nam Panującego. Jednak nie traktuję tego jako autopromocję, lecz nowy sposób wymiany informacji z mieszkańcami naszego miasta i gminy.  Myślę że taka forma daje wiekszą swobodę wypowiedzi i interakcji. Ciekawi mnie rownież Wasza reakcja na taki profil. Chętnie przyjme do wiadomości każdą opinię. Zapewniam że ja rowniez podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat. Ktoś niedawno szepnął mi na ucho że "być, to istnieć w sieci", nie wiem na ile to stwierdzenie jest prawdziwe więc postanowiłem sie przekonać. Tak czy inaczej zapraszam!

 

 

qrcode

4 lutego 2012

Wracałem zmęczony i lekko poirytowany przebiegiem zebrania wspólników. Całe szczęście o tej porze nie mogło być mowy o korkach. Jedyną myślą jaka kołatała się w mojej głowie była chęć na długi, gorący prysznic i szklaneczkę dobrej, szkockiej whisky. Skręcając w ulicę na której znajdował sie podjazd do domu, ujrzałem zapalone światła w kuchni i salonie. Zostawiając samochód na podjeździe pospieszyłem ku drzwiom otwierając je ostrożnie. Nie zdejmując butów wszedłem do salonu w którym zapalone było swiatło i telewizor. Mimo surowego zakazu, na mojej ulubionej sofie leżał sobie wygodnie Winston, bulldog który na mój widok przewrócił tylko śpiącymi oczyma i ruda kotka trzymającą go w objęciach. Zdejmując marynarkę usiadłem w fotelu. Rozpinając spinki u rękawów koszuli, mój wzrok mimowolnie zatrzymał się na dwudziesto-kilku letnim, półnagim, rudowłosym obiektem westchnień niejednego faceta. Jej filigranowe stopy wsunięte były pod mój ulubiony koc, okryty którym, uwielbiam oglądać Indianę Jonesa po raz N-ty w mroźne zimowe wieczory. Jej ledwo przykryte przykrótkawymi szortami pośladki i lekko rozchylone uda które gdy idzie, długo zostają później w pamięci. Pulchny Winston zasłaniał jej smukły brzuszek i pełne, foremne piersi które teraz były ukryte pod o zgrozo – moim podkoszulkiem. Lekko wygięta szyja i twarz o tysiącu piegów rozmaitej wielkości, kształtu i odcieni. Całość dopełniały smukłe jedwabiste dłonie o długich palcach które w większości służyły jej do trzymania palącego się papierosa. Z pod nawału rozpuszczonych włosów które zdawały rozpalać moją kanapę, patrzyła na mnie para zielonych oczu. O ironio! Na kanale muzycznym snuła się piosenka INXS „Beautiful Girl”.
Winston wyczuł sytuację i szybkim ruchem „ewakuował” się z kanapy, upewniwszy się że nie puszczę się za nim, obserwował mnie kątem oka kierując się w stronę kuchni.
„Haj”- powiedziała kotka przeciągając się ostentacyjnie w taki sposób, by już przykrótkawe szorty stały się jeszcze krótsze. Nic mnie tak nie drażni jak nonszalancja w momentach nieodpowiednich.
„Haj”- odpowiedziałem bez emocji chowając spinki do kieszonki marynarki. Nie dając wyprowadzić się z równowagi obserwowałem jak „poprawia” zburzoną krótkim snem fryzurę, potrząsając przy tym zawartością podkoszulka w ten sposób by po chwili stał się on bardziej napięty i nabrzmiały w dwóch przykuwających uwagę miejscach. Wiedziała o tym doskonale. Zresztą, nie ona jedna. Odwróciłem wzrok skupiając się na zmianie kanału w telewizji. Rozczarowana moim brakiem zainteresowania wstała i stwierdziła sucho- „Chcesz coś do picia, bo idę do kuchni?” Nie patrząc w jej stronę odrzekłem „Nie, dziękuję. Już piłem” Zdezorientowana odwróciła się na pięcie i powędrowała do kuchni. Znów mimowolnie odprowadzałem ja wzrokiem, patrząc jak poprawia przykrótkawe szorty które z jednej strony zawisły prawie na linii pasa, instynktownie kołysząc biodrami w taki sposób aby nie można było myśleć o niczym innym. Mam tylko nadzieję że nie będzie ukradkiem popalać w kuchni stojąc blisko pochłaniacza. Mimo zakazu i tak czuje zapach palonych papierosów gdy zostaje sama w moim domu. Kiedyś przesiadłbym się na sofę i obserwowałbym jak staje na palcach by dosięgnąć jej ulubionych szklanek. Jej smukłe łydki, jędrne foremne uda, perkate pośladki ledwo przykryte krótkimi szortami. Ale nie dziś. Rozwiązując buty przeniosłem je do przedpokoju, minąłem kuchnię, rzuciłem w jej kierunku obojętne „Tylko nie siedź za długo” i wyszedłem na piętro.
Stojąc pod prysznicem zaczynam się zastanawiać, co więcej oprócz młodego gorącego ciała ma do zaoferowania światu to rude kocię? Co poza ponętnym kształtem, zawadiackim uśmiechem i spojrzeniem które roztopiło by górę lodową gdyby postawić ją na dziobie Titanica. Zastanawiam się dzisiaj bo jutro, jutro już jej tu nie będzie…

Photobucket

23 stycznia 2012

Trzasnęła drzwiami po raz ostatni. Nawet w duchu przyrzekała to sobie wielokrotnie, jednak za każdym razem gdy spędzali ze sobą tak upojny wieczór jak wczoraj, coś się w niej buntowało i pozwalało mu znów uwierzyć. Biegła w dół po schodach nie zważając na doganiające ją wykrzyczane przez niego prośby by wróciła. Kolejna ósemka krętych schodów na których nie raz połamała by sobie nogi gdy biegła z nim na górę, do jego mieszkania. Teraz jednak schody prowadziły ją w zawrotnym tempie w dół. Na połamanie karku biegła, by nie dogoniło ją znow to tak raniące ja słowo.

Wybiegła na ulicę która przywitała ją strugami deszczu. Z trudnościa opanowała poślizg szpilek na mokrym chodniku, któremu wcale nie pomagał wysmykujący sie pasek  z jej rozchełstanego płaszcza. Niezdarnie probowala doprowadzić go do porządku. Mijała coraz to nowe twarze przechodniów których dziwiła kobieta w przydługawym męskim trenchu, próbująca opanować dyndający na wszystkie strony niesforny szary pasek. W końcu dała za wygraną i mocnym szarpnięciem pozwoliła mu zostać w kałuży brudnego chodnika. Nie oglądała się za siebie. Instynktownie czuła że za nią nie pobiegł. Nigdy tego nie robił. Nie miał jaj? Nie, to nie to. Był zbyt dumny by prosić kobietę. Był zbyt dumny by przyznać się do błędu. Którego to już z kolei? Nie chciała pamiętać. Wściekłość na przemian z żalem bawiły się nią w strumieniach deszczu który jak na złość zaczął padać jeszcze intensywniej. Każda spadająca kropla sprawiała wrażenie że płaszcz nasiąka wodą, stając się coraz cięższy i zamiast dawać ochronę przed chłodnym już, pażdziernikowym deszczem, utrudniał jej każdy kolejny krok. Zatrzymała się na moment. Przez jej głowę przebiegła szaleńcza idea na której samą myśl uśmiechnęła się do siebie. Jednym zwinnym ruchem zrzuciła z siebie szary trench i z wściekłością zaczęła go deptać. Płaszcz, nasiąknięty wodą z chodnikowej kałuży, zaczął powoli poddawać się kolejnym uderzeniom obcasów jej szpilek. Świat zatrzymał się na moment gdy w furii uderzeń zaczęła krzyczeć. Był to krzyk euforii i oczyszczenia. Deszcz zamarł w czasie i przestrzeni , czekając cierpliwie aż dokona się dzieło rozstania z brudną, przytłaczającą przeszłością. Krople deszczu ktore uwolnione przez płacz,zaczęły spadać na jej twarz mieszając się ze łzami. W ostatnim geście obrzydzenia kopnęła dziurawy, poszarpany płaszcz na ulicę. Zdjęła szpilki i usiadła na krawężniku patrząc jak smutny, szary kształt, odpływa niesiony prądem rynsztoka znikając w odległej kratce ulicznej studzienki.

Była przemoczona, rozmazana, zmęczona ale dumna. Dumna z siebie i pożegnania się z płaszczem. Szarym trenczem który przez krótką chwilę pozwolił jej na wewnętrzną przemianę i upust energii którą nosiła w sobie od dawna. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Labiryntu schodów, ciężkich drzwi klatki schodowej, chodnikowych kałuży i tego ciężkiego od deszczu płaszcza, który teraz wirując znikał właśnie w ulicznej studzience rynsztoku. No to co, pomyślała - po prysznicu przydałby sie kubek mocnej gorącej kawy, śmiejąc się w głos z własnych myśli.

 

Photobucket

10 stycznia 2012

Z grymasem obrzydzenia wcisnęła dopalającego się paperosa w ciężką mosiężną popielniczke. Jej dłoń mimowolnie sięgnęła po ubrudzony wczorajszą szminką kieliszek niedopitego wina. Przyłożywszy go do ust sączyła szkarłatny napój, wsłuchując się w dzwięk syren policyjnych samochodow gdzieś za oknem. Bezwiednie spojrzała poprzez biel gęstego dymu z papierosa w stronę padającego za oknem śniegu. Nocne latarnie rozświetlały wirujące płatki śniegu ktore tak jak ona, miały swoje kilka sekund na scenie okiennego parapetu. Pojawiały się z nikąd oszałamiając widza swym wdziękiem, jaskrawością i blaskiem kształtu. Przykuwały uwagę uwodzicielskim tańcem który zdawał się nie mieć końca. Podrywane powiewem wiatru znów unosiły się w gorę kusiły wzrok wirując, zataczając coraz większe koła. Fascynując oko widza pozostawały w zasięgu wzroku, wyróżniając się na tle pozostałych płatków śniegu które stanowiły jedynie tło dla tego chwilowego występu stanowiąc jednocześnie nierozłączną całość tej krótkiej tragedii.

Odwracając wzrok od okna spojrzała na wiszące na scianie baletki. Towarzyszące im zdjęcia opowiadały historię tańca. Światła jupiterów jak nocne latarnie, oświetlały biel krótkich spódniczek które wirowaly co jakiś czas wznosząc się ponad scenę. Roześmiane twarze, naręcza kwiatów i owacje na stojąco które jeszcze do dziś pobrzmiewają gdy zamyka oczy. Rozpoczynajacy sie hałas w garderobie  słyszy już od korytarza którym wolno kroczy upinając kruczo-czarne długie włosy. Z przeciwleglych do siebie drzwi korytarza, jak w zwolnionym tempie, przebiegają przed nią nerwowi asystenci próbujący dopiąć wszystko na „ostatni guzik” jeszcze przed występem. Nie czuje zdenerwowania, jedynie lekkie podniecenie które towarzyszy jej zawsze przed wyjściem na scenę. Uśmiechając się do siebie wraca myślami kiedy to pierwszy raz stanęła na scenie- widzi siedzącą na widowni, składającą dłonie matkę i ojca próbującego zrobić zdjęcie, specjalnie kupionym na tę okazję aparatem. Ona rozpościera ramiona w grand plie i zaczyna tańczyć. Emanująca lekkością wiruje  z rozpostartymi rękoma przez całą powierzchnię sceny, podmuch wiatru unosi ją jednak w górę. Aby nie stracić rownowagi wykonuje kilka piruetów w przeciwną stronę, jej uśmiech i skrzące w blasku latarni oczy zlewają się ze smugą pozostawioną przez upięte, czarne włosy. Zaskakuje precyzją w tym zdawało by się chaotycznym tańcu. Rozpościera ramiona i delikatnie opada w dół prawie dotykając stopami sceny. Jednak choreograf ma inne plany. Znów lekki podmuch porywa ją w górę i zaczyna wirować skrząc się srebrzyście.

Taniec kończy się gdy bezwiedna ręka trzymająca kieliszek niedopitego wina uderzając o podstawę wózka na którym siedzi, wytrąca ją z wpatrzenia się w śnieg wirujący za oknem. Zamyślona nie zauważyła nawet że niewielka pozostałość szkarłatnego płynu wylała się jej na podłogę formując plamę, przywołującą w pamięci zdarzenia o ktorych starała się zapomnieć. Odstawiając na stół pusty już kieliszek, zapala kolejnego papierosa i spogląda przez gęsty papierosowy dym na nocne okno w którym blask latarni rozświetla tańczący na wietrze padający wciąż śnieg. Za chwilę pojawi się kolejna, śnieżna primabalerina która oczaruje ją swym tańcem przez następnych kilka minut.

Photobucket

8 grudnia 2011

Na wstępie chciałbym pionformować że posiadam analizę Fitch Ratings z ostatnich czterech lat w formie PDF z tabelami porównujacymi dane budżetów gminy z lat 2006-2011 którą mogę udostępnić zainteresowanym. Wiadomości na priv.


Fitch potwierdził rating Gminy Myślenice na poziomie „BBB(pol)”;
2011-11-29

Fitch Ratings, Londyn/Warszawa, - 29 listopada 2011r.: Fitch Ratings potwierdził długoterminowy rating krajowy gminy Myślenice „BBB(pol)”. Perspektywa ratingu jest Negatywna.

Rating Myślenic odzwierciedla ograniczoną elastyczność finansową budżetu gminy, planowany wzrost zadłużenia w związku z wysokimi wydatkami inwestycyjnymi oraz pogarszające się wskaźniki obsługi długu. Rating bierze również pod uwagę, że gmina korzysta z pożyczek preferencyjnych w celu finansowania inwestycji, dług gminy charakteryzuje się długim okresem spłaty, a jego struktura może ulec dalszej poprawie, jeśli w 2012r. Myślenice przeprowadzą zakładaną operację refinansowania zadłużenia.

Negatywna perspektywa ratingu odzwierciedla oczekiwania agencji, że prognozowany wzrost zadłużenia, przy braku znaczącej poprawy wyników operacyjnych, wpłynie na zdecydowane pogorszenie się wskaźników obsługi długu.

Rating może zostać obniżony, jeżeli wyniki operacyjne Myślenic będą się nadal pogarszać, tj. nadwyżka operacyjna spadnie poniżej 10% dochodów operacyjnych, co osłabi wskaźniki długu, tj. obsługa zadłużenia przekroczy 120% nadwyżki operacyjnej.

Fitch oczekuje, że w 2011r. nadwyżka operacyjna Myślenic wzrośnie do 11 mln zł z 10 mln zł w 2010r. (po wyłączeniu zwrotu VAT związanego z wydatkami inwestycyjnymi poniesionymi w poprzednich latach) i wyniesie 10,7% dochodów operacyjnych. W latach 2012-2014 Fitch spodziewa się dalszej poprawy wyników operacyjnych gminy, ze średnią nadwyżką operacyjną wynoszącą 11%-12% dochodów operacyjnych. Nadwyżka operacyjna na takim poziomie może jednak okazać się niewystarczająca na sfinansowanie spłaty zapadających rat kapitałowych oraz wydatków na obsługę zadłużenia. Osiągnięcie przez Myślenice lepszych wyników jest mało prawdopodobne, z uwagi na sztywną strukturę wydatków operacyjnych (wydatki operacyjne na oświatę, pomoc społeczną oraz administrację publiczną stanowią ok. 84% wydatków operacyjnych ogółem).

Z uwagi na realizowane inwestycje, zadłużenie Myślenic może wzrosnąć z 61 mln zł na koniec 2010r. do 97 mln zł na koniec 2011r. i stanowić 98% dochodów bieżących. Wskaźnik spłaty zadłużenia (relacja długu do nadwyżki bieżącej) może wzrosnąć do 14 lat (ok. 6 lat w 2010r.). Fitch spodziewa się, że zadłużenie Myślenic osiągnie maksymalny poziom 136 mln zł w 2013r., tj. 128% planowanych dochodów bieżących. Jednak, długi okres spłaty zadłużenia ogranicza presję, jaką na budżet gminy będą wywierać spłaty rat kapitałowych (ostateczny termin spłaty znacznej części długu przypada na lata 2019-2033).

Kontakt:

Analityk wiodący
Maurycy Michalski
Associate Director
+48 22 338 6701
Fitch Polska S.A.
Ul. Królewska 16
00-103, Warszawa

Drugi analityk
Renata Dobrzyńska
Associate Director
+48 22 338 6282

Przewodniczący komitetu ratingowego
Christophe Parisot
Senior Director
+33 1 44 29 91 34

Kontakt z mediami:
Peter Fitzpatrick, Londyn, Tel: + 44 20 3530 1103,
Email: peter.fitzpatrick@fitchratings.com
Małgorzata Socharska, Warszawa, Tel: +48 22 338 62 81,
Email: malgorzata.socharska@fitchratings.com

 

Mysleniczanin007 @yahoo.com
O sobie:
Orbis Non Sufficit
Znajomi (0):
Brak znajomych.
Do góry
O Nas Kontakt
Reklama w Miasto-info.pl
Patronat medialny Logotypy
Polityka prywatności Regulamin
Partnerzy
© miasto-info.pl